Odnośnie Portalu

Copyright © 2014 Medziugorje "Mir" - Polski Serwis Informacyjny. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Newsletter

Medziugorje - miejsce spotkania z Bogiem w modlitwie

  


     Modlić się znaczy rozmawiać i żyć z Bogiem w miłości. Uznać Boga za własnego Ojca i Pana. Nieustannie dziękować Mu za wszystko, co nam dał i daje. Pokornie Mu się kłaniać, wychwalać Go i wielbić. Za każdym razem gdy się modlimy, uświadommy to sobie. Tak powinna zaczynać się każda modlitwa.

Medjugorje

Ojciec Petar Ljubičić

 

     Z Bogiem możemy rozmawiać i powiedzieć mu wszystko, tak jak swojemu najlepszemu przyjacielowi. On nas rozumie. Zna nasze potrzeby i troski, jeszcze zanim poprosimy Go o pomoc. Co mógłbym powiedzieć Bogu, o co Go zapytać? - pytają niektórzy. Po prostu boją się. Tak naprawdę nie wiedzą, co mogą Bogu powiedzieć. Wynajdują mnóstwo przeszkód. Niektórzy powiedzą, Bóg i tak wie o wszystkim czego mi trzeba, po cóż mam się modlić! To prawda, ale On oczekuje, że zbliżysz się do Niego, że otworzysz przed Nim swe serce i pokornie powiesz, co cię gnębi.

     Jak swoje nieszczęścia, troski i problemy przemienić w modlitwę?

     Bogu możesz szczerze i otwarcie, bez strachu, wstydu i bez względu na wszystko, powiedzieć dosłownie wszystko. Przedstaw mu stan, w jakim się aktualnie znajdujesz. Najpierw całkowicie otwórz się przed Bogiem i oddaj Mu swoje życie. Każdą chwilę życia. Niech modlitwa będzie dla ciebie prawdziwą rozmową z Bogiem. Możesz modlić się tak: Panie, jestem tu wraz ze wszystkim co mnie cieszy i czyni szczęśliwym, ze wszystkim co mnie nęka i czyni bezsilnym, ze wszystkim co mnie smuci i złości… Wiem, że dobrze o tym wiesz… Potrzebuję Twojej pomocy… Miej nade mną litość i pomóż mi…!

     Warto wiedzieć, że wszystko czym jesteś i co w danym momencie przeżywasz może być twoją modlitwą. Jeśli serce ci krwawi i bolą rany, znajdź czas na modlitwę i módl się do Jezusa, aby cię całkowicie wyleczył i uzdrowił.

     Jeśli jesteś zakłopotany i bezsilny, jeśli męczy cię nierozwaga i brak własnej woli, szczera modlitwa najbardziej ci pomoże. Ona będzie prawdziwym pokrzepieniem i pomocą, aby wszystko to zniknęło. Jeśli doskwiera ci samotność, przypomnij sobie w modlitwie o Bogu i dłużej nie będziesz samotny. Jeśli jesteś radosny, niech modlitwa będzie dla ciebie radosnym spotkaniem z Bogiem. Na pewno odczuwasz potrzebę podziękowania, módl się więc żarliwie, dziękując Bogu za wszystko. Wszyscy w mniejszym lub większym stopniu doświadczyliśmy niemocy. Często jesteśmy przygnębieni i zranieni grzechem. Potrzebne jest powierzenie tej niemocy i swoich ran Bogu. Modlitwa odkrywa nam nieznane rany oraz ukryte grzechy i leczy je. Tylko Boża łaska, tylko Bóg może wyleczyć nasze serce. Modlimy się prawidłowo jeżeli najpierw szukamy woli Boga, to jest królestwa Bożego: sprawiedliwości, miłości, prawdy, pokoju i zdrowia. Spokojnie i bez strachu zanieśmy Bogu wszystkie nasze potrzeby. Możemy, tak naprawdę powinniśmy, powierzyć Bogu swoje kłopoty i problemy i prosić Go, aby nam pomógł.

     Bardzo ważne jest, aby wiedzieć, że modlitwa zaczyna się od tej chwili, kiedy zdecydowaliśmy się znaleźć cichy kąt i zebrać się w sobie. Świadomi, że czas modlitwy jest najważniejszym momentem naszego życia. Jesteśmy świadkami tego jak ludzie cierpią z powodu napięć, stresu, przygnębienia i pośpiechu. Tak jakbyśmy nie mieli czasu zatrzymać się i odpocząć. Jest jednak Ktoś, kto zawsze na nas czeka i pragnie, abyśmy odpoczęli i pokrzepili się. Wielką łaską dla człowieka jest zatrzymać się i po prostu powiedzieć: Dobry Boże, oto jestem przed Tobą. Dziękuję Ci, że mogę z Tobą rozmawiać! Nie mogę żyć bez Ciebie i Twojej pomocy. Wiesz w jakim znajduję się stanie. Znasz mnie i kochasz. Okaż litość nade mną i wysłuchaj mojej modlitwy! Należy mocno ufać Bogu, tak aby Bóg usłyszał naszą modlitwę i aby był w stanie nam pomóc. Zawsze liczyć na Boga i na Jego pomoc to warunek, aby Bóg wysłuchał naszej modlitwy. Dlatego z Bogiem możemy tak oto rozmawiać: Miłosierny i wszechmogący Boże, Ty wiesz co mi się przydarzyło…, co bardzo mnie boli, co zaprząta moje myśli i nie daje spokoju… Spójrz na mnie, który potrzebuję Twojej pomocy… Mocno w Ciebie wierzę i kocham Cię ponad wszystko. Proszę Cię, pomóż każdemu kto Cię o to poprosi…

     Jak możemy to zrobić jasno pokazują nam dwie zwrotki (7. i 8.) pieśni: „Nieczystość naszą zmyj, suche serca podlej, ulecz rany zranionym. Zmiękcz serca kamienne, ogrzej piersi zimne, nie pozwól nam iść złą drogą!” Duch Święty oczyszcza nas, ogrzewa i odradza, uwalnia i daje ratunek. Tak Bóg ciemność naszego życia przemienia w światło. Tam gdzie ludzie modląc się doświadczą mocy Ducha Świętego, Bóg jest obecny i tam Duch Święty się pojawia. Jest nam to bardzo potrzebne, zwłaszcza wtedy, gdy jest nam ciężko i potrzebujemy pocieszenia. Być może w tej chwili istnieją sprawy, które chciałbyś rozwiązać, są jacyś ludzie, z którymi się stykasz i którzy robią ci problemy, wiele z tych spraw w twoim życiu, które trzeba rozwiązać może stanowić przyczynę kłopotów. Nigdy nie zapominaj, aby wszystko co spotyka cię w życiu i co przeżywasz wykorzystywać dla swojego dobra. W jaki sposób? Swoje nieszczęścia, troski i problemy przemień w modlitwę! Tak! Właśnie tak! Wiedz, że nie ma niewysłuchanych modlitw. Trzeba tylko wytrwać w modlitwie dopóki nie przyjdzie pomoc. Z pewnością przyjdzie, ponieważ Bóg w swojej miłości już ją odnalazł. On tylko czeka, aż przyjdziemy do Niego w modlitwie. Współczesne nasze credo: „Budulca do naszej modlitwy dostarcza nam świat!” W praktyce oznacza to, że wszystko może być powodem do modlitwy. Jeśli spotkamy człowieka, który porzucił Boga i Kościół, możemy się pomodlić: Boże, sprowadź z powrotem do swojego ojcowskiego domu tego zagubionego syna!

"Miarą naszej wiary jest nasza modlitwa, siłą naszej nadziei siła naszej modlitwy, ciepłem naszej miłości ciepło naszej modlitwy”, powiedział pewien pobożny człowiek. „Oznacza to, że po modlitwie osądza się i mierzy nasza wiara, nadzieja i miłość. Chodzi o to jak człowiek się modli. Istnieją dwa rodzaje modlitwy. Pierwszy wychodzi z nieba, drugi z ziemi. Pierwszy ma miejsce, gdy modlimy się, ale niczego nie chcemy, nie prosimy o nic, jeśli uciekamy się do Boga tylko dlatego, że pragniemy Jego obecności i bliskości, rozmowy z Nim. Jest to prawdziwa modlitwa, modlitwa z nieba. Modlitwa wypływająca z ziemi jest bardziej prośbą, oczekiwaniem. I ona jest dobra, choć ta pierwsza jest bardziej doskonała…"

     Jeśli ujrzymy jakiś wyzywający i gorszący plakat lub scenę wykrzyknijmy: Boże, nie pozwól, by ludzie to oglądali!
Jeśli obok nas przejedzie luksusowy mercedes powiedzmy: Boże, spraw abym był zadowolony z mniejszych rzeczy, z tego co mam!
Jeśli czytamy w gazecie o wojnie, przemocy, pomódlmy się: Boże, spraw, aby nasz niespokojny świat poznał, że Ty jesteś jedynym źródłem prawdziwego i trwałego pokoju!
Gdy oglądamy jakiś płytki film i coś, czego się wstydzimy, możemy zwrócić się do swojego dobrego Boga: Boże, wybacz tym, którzy robią takie rzeczy i psują naszą młodzież! Boże zachowaj młodzież i wszystkich ludzi od zwodniczości i wszystkich pokus współczesnego świata!

     O tym, że Bogu modląc się możemy wszystko powiedzieć, podkreśla biskup Klaus Hemmerle, opowiadając wymyśloną przez siebie opowieść: „Uczeń przychodzi do nauczyciela modlitwy i skarży się: «Nauczycielu, tyle się starałem, próbowałem zebrać się w sobie, ignorować wszystkie myśli, które przychodziły mi do głowy i pozostać spokojnym, ale nie dałem rady modlić się w skupieniu. Co mam robić?» Nauczyciel mu odpowiada: «Odwagi, z niemocy modlenia się w skupieniu uczyń modlitwę!»”
Modlitwa ma ogromną moc, zmienia modlącego się, a modlący się siłą Bożą zmieniają ten świat. Tylko modlitwa pomaga nam usłyszeć i dobrze zrozumieć słowo Boże, a wtedy urzeczywistniamy je w życiu (praktykujemy). Dlatego mówi się: Kto umie się dobrze modlić, umie dobrze żyć i pracować!

Aby nauczyć się prawidłowej modlitwy trzeba stać się prostym i pokornym jak dziecko.

     Dziecko jest największym darem od Boga. Kiedyś wszyscy byliśmy dziećmi. Nam, starszym trudno jest zachowywać się jak dziecko. Co to właściwie oznacza? Dziecko jest otwarte i szczere, pokorne i spontaniczne, emanuje ufnością. Jest radością dla rodziców i wszystkich, którzy mają z nim styczność. Cieszy się z życia i każdego przyjaciela. Żyje dniem dzisiejszym. Dziecko kocha wszystkich, dlatego wszyscy kochają dziecko. Stać się jak dziecko oznacza być szczerym, otwartym, spontanicznym. Cieszyć się, że żyję i mam Boga za swojego Ojca, który kocha mnie bezgranicznie. Wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi. To znaczy przyjąć ten czas jako dar Boży i wszystkich ludzi jako braci i siostry. Wolą Boga jest abyśmy pozwolili Mu nas kochać i uczynić radosnymi i szczęśliwymi, tak aby każdą chwilę przemieniać w chwilę zbawienia dla siebie i dla innych. Tak jak dziecko całkowicie ufa ojcu, matce, przyjacielowi, tak i my całkowicie możemy oddać się Bogu i mieć do niego nieograniczone zaufanie. On nigdy nas nie zawiedzie. On jest Tym, w którym żyjemy i funkcjonujemy. Stać się jak dziecko znaczy mieć silne przekonanie, że Bóg kocha mnie bezgranicznie i mieć do Niego nieograniczone zaufanie. Zawsze być na Niego otwartym, szczerym i za wszystko wdzięcznym. Tego oczekuje od nas nasz Niebiański Zbawiciel. On cenił dziecięcą prostotę, szczerość i bezinteresowną miłość, dlatego powiedział: „Zaprawdę powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Tak więc: kto się uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje!” (Mt 18, 3-5). Pokażmy się jako dzieci i tak się módlmy. Będzie to prawdziwa i szczera modlitwa.

Doświadczyłem Bożej obecności i miłości Boga i prawdziwy spokój wypełnił moje serce

     Martin ciekawie opowiada jak został wyznawcą Kościoła Katolickiego: „Pochodzę z ortodoksyjnej rodziny żydowskiej. Pewnego dnia znajoma zabrała mnie ze sobą do kościoła katolickiego. Czerwone (wieczne) światełko, które paliło się przed tabernakulum, dotknęło mnie głęboko, przywodząc na myśl synagogę. W czasie Mszy świętej niczego nie rozumiałem, ale moje serce wypełniał nieprawdopodobny spokój. Obecność Boga i Jego miłość wyjątkowo silnie oddziaływała na moją duszę. Byłem głęboko wstrząśnięty, płakałem jak nigdy do tej pory. Kiedy znajoma opowiadała mi o objawieniach w Medziugorju, poczułem głębokie pragnienie, aby tam pojechać.

     W końcu znalazłem się w Medziugorju, gdzie doznałem nie dającego się wyrazić słowami spokoju. Poczułem w sercu, że Bóg pragnie mojego chrztu. W Medziugorju zrozumiałem jak Maryja (Gospa) mnie kocha. Bardzo płakałem, gdyż taka miłość nie zależy od naszych możliwości (chęci). Ona jest darem Bożym. Tutaj zacząłem wierzyć w obecność Jezusa w Przenajświętszym Sakramencie. On jest chlebem życia.

     Odkryłem dar spowiedzi świętej, tego wspaniałego sakramentu, który wielu młodych nie przeżywa wystarczająco wartościowo i chętnie. A naprawdę powinniśmy być świadomi tego wspaniałego daru! Tak bardzo potrzebna jest nam spowiedź święta i odpuszczenie! Jezus przywołuje nas mówiąc: «Wyrzeknij się wyrzutów sumienia, zrzuć z siebie brzemię!»

     Coraz bardziej tęskniłem za chrztem i Komunią świętą. Mnie jako Żyda obecność Maryi głęboko poruszyła, ponieważ rola matki w rodzinie żydowskiej jest bardzo istotna, ona zapewnia egzystencję i daje delikatność. Rodzice byli głęboko dotknięci gdy przeszedłem na katolicyzm, ale matka kocha mnie dziś tak samo mocno jak wcześniej.

     Maryja przychodzi do Medziugorja każdego dnia, Ona zawsze jest taka sama, a naszemu życiu potrzebna jest ta stałość. Wszyscy potrzebujemy Matki i Jej miłości. Tak stworzył nas Bóg. Pierwsze dni życia spędzamy w pokoju swojej matki, gdzie nas troskliwie karmi i kocha. W życiu duchowym również potrzebujemy matki! Maryja jest Matką dla wszystkich, również dla Żydów, protestantów, katolików czy ateistów. Ona wszystkich nas kocha! W czasie ostatecznym za sprawą Bożej woli znajdziemy się w jednym miejscu i naród żydowski zobaczy, że Jezus jest Mesjaszem. To nie my wybieramy Jezusa, tylko Jezus wybiera nas, musimy tylko otworzyć serce i powiedzieć tak.”

 


     Jezus zawsze był i jest prawdziwym nauczycielem modlitwy. We wszystkim stanowi dla nas wzór, przykład, najwyższy miernik i regułę życia. Ewangelie opisują Jezusa podczas modlitwy. Jezus udaje się do świątyni na modlitwę. Jezus idzie na wzgórze modlić się. Jezus odchodzi na pustynię i w odosobnienie. Szuka specjalnych miejsc, gdzie będzie sam z Ojcem. Jezus modli się w dzień i w nocy. Spędza dnie i noce na modlitwie.

     Podczas modlitwy, Jezus upada na kolana, leży krzyżem. Wznosi oczy ku niebu. Jezus modli się cicho, niekiedy głośno, razem z innymi. Modli się wMedjugorje każdej chwili życia: przygnębiony, wesoły, w pocie i we łzach. On naprawdę umiał prawdziwie i pokornie się modlić. Wierny i całkowicie oddany Bożej woli. Modli się duszą i ciałem, sercem i całym swoim istnieniem. U Jezusa modlitwa i życie są jednym. Jezus żyje modląc się. Jakaż to nauka dla nas! Żyć modlitwą! Naszą powinnością i świętym zadaniem jest stać się we wszystkim, a najpierw w modlitwie jak najbardziej podobnymi do Jezusa.

     Całe życie Jezusa było przepełnione modlitwą. Jezus pierwszy osiągnął to, co później proponował jako ideał, żeby modlić się zawsze i bez przerwy. Dał nam przykład jak powinniśmy się modlić w różnych życiowych okolicznościach: w blaskach i cieniach życia codziennego. Dobrze ktoś powiedział, że Jezus modlitwą ożywiał życie.

Co Jezus robi, czuje i przeżywa, gdy się modli?

     Dla Jezusa modlitwa jest radosnym spotkaniem z Ojcem w wiecznej miłości. Jezus jest w modlitwie zjednoczony z Ojcem, jest z Ojcem jednością. Jezus modląc się najpierw wychwala Ojca. Czci Ojca. Przeżywana jest wówczas ta najgłębsza wspólnota z Bogiem. Jezus jest szczęśliwy. Cieszy się, że całkowicie oddaje się w ręce Ojca, ponieważ jest Ojcu posłuszny.

     Najczęstszą modlitwą Jezusa jest adoracja. Jezus pragnie nas nauczyć, abyśmy wielbili Boga i w ręce Boga oddawali swoje życie. Bez uwielbienia niewiele w naszym życiu może się zmienić. Jezus w modlitwie wielbi i sławi Ojca. Jezus sławi Ojca za to, że Ojciec stworzył wszystko i jest wspaniały w swoich dziełach. I tej modlitwy powinniśmy się nauczyć od Jezusa. On w modlitwie dziękuję Ojcu, gdyż jest świadomy, że wszystko przyjął od Ojca, że Ojciec wszystko Mu daje, ponieważ Go kocha.

     W modlitwie błaga, wyprasza od Ojca bardzo wiele. W ten sposób swoim przykładem i słowami również nas uczy modlitwy błagalnej. Pamiętamy jak Jezus w Ogrójcu modlił się właśnie za siebie. Jezus zachęca, abyśmy w modlitwie prosili: „I ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam.” (Łk, 11,9). Jezusowa modlitwa jest tak naprawdę wzorem i nauką.

     Często i my musimy modlić się jak apostołowie: „Jezu, naucz nas się modlić!” On jest jedynym, prawdziwym nauczycielem modlitwy. Pokazał to swoim życiem. Całe Jego życie było modlitwą. Jest to wielka łaska. Modlitwa powinna przeniknąć całe życie, nasze życie musi stać się modlitwą, aby w ten sposób i nasza modlitwa stała się życiem.

     Co to oznacza? Że ona zawsze powinna być życiodajna, że rośnie i rozwija się, że dojrzewa. Jest to warunkiem życia. Prawem życia dotyczącym wszystkiego, co żyje. I ja jako modlący się muszę rosnąć i dojrzewać (por. Ladislav Marković, Źródło życia, 4, 80 str. 260). Wszyscy mniej lub bardziej tęsknimy to tego, aby w modlitwie zjednoczyć się z Bogiem i w Nim żyć. Ale jednocześnie odczuwamy, że nie jest to wcale łatwe. Jezus mówi nam: „Módlcie się nieustannie!” Skoro tak mówi, jest to możliwe. Ale nie jeden raz. Potrzeba na to 30, 40 albo 70 lat, jak mówi psalmista (por. Ps 90,10). Jezus oczekuje i wymaga od nas ciągłej modlitwy.

     On natchniony swoją modlitwą nauczył apostołów odmawiać Ojcze Nasz. Ojcze Nasz jest streszczeniem, treścią każdej Jezusowej modlitwy. Tu dał nam wskazówkę jak i dlaczego należy się modlić. W pierwszej części Ojcze Nasz zawarta jest modlitwa adoracji, wielbienia, sławienia, dziękowania Bogu. W drugiej modlitwa błagalna i wskazanie głównych życiowych potrzeb. Odmawiając Ojcze Nasz prosimy o wszystko dla wszystkich. W modlitwie Ojcze Nasz uznajemy Boga za Ojca. Przyznajemy, że jesteśmy dziećmi Bożymi. I że wszystko jest w rękach Boga. Wyznajemy, że Bóg jest nam potrzebny.

     Jezus uczy nas, aby każda nasza modlitwa była podobna do modlitwy Ojcze Nasz. „Za każdym razem, gdy się modlicie mówicie: Ojcze Nasz, który jesteś w niebie!” Modlitwa zawsze musi mówić o sławieniu Ojca Niebieskiego.

     Myślenie tylko o sobie nie jest modlitwą. Jeśli pamiętam o Bogu i modlę się do niego tylko wtedy, gdy jest mi ciężko i muszę rozwiązać jakiś problem, nie można nazywać tego modlitwą. Ta modlitwa nie jest podobna do modlitwy Ojcze Nasz. Kiedy się modlę, zawsze muszę zadać sobie pytanie czy moja modlitwa jest zgodna z tym, o co modlimy się wypowiadając Ojcze Nasz.

     W Ogrodzie Oliwnym Jezus ostrzega swoich uczniów: „Czuwajcie i módlcie się!” Dlaczego? Aby nie ulec pokusie! Ulec – biblijnie oznacza zatracić Chrystusa. Zawsze jesteśmy w niebezpieczeństwie, że wyrzekniemy się Jezusa tak jak Piotr lub, że Go tak jak Judasz wydamy. Dlatego: „Czuwajcie i módlcie się!” Kto czuwa i modli się, łatwiej walczy z pokusami. Ciągle jesteśmy narażeni na pokusy. Zawsze nam one towarzyszą. Abyśmy w swoim duchowym życiu ciągle wzrastali i umacniali się, pomagają nam różne życiowe pokusy i nieszczęścia. One potrafią być niebezpieczne, gdyż można im ulec (upaść). Gdyby Piotr w Ogrójcu modlił się, a nie spał, nie wyparłby się Jezusa. Czuwając i modląc się łatwiej możemy walczyć z różnorodnymi pokusami i nieszczęściami.

     W Ewangelii św. Mateusza czytamy jak Duch wyprowadza Jezusa na pustynię, gdzie diabeł wodzi go na pokuszenie (por. Mt 4,1). Bóg nie może nas wodzić na pokuszenie. Jezus często wychodził na górę modlić się (por. Mt 14, 23; Mk 6, 46). Jezus wybiera samotność, aby być sam na sam z Ojcem. Nie jest to sprzeczne ze wspólną modlitwą. Obie są ważne. Jeśli modlimy się wspólnie, poczujemy, że czegoś nam brakuje. Będziemy tęsknić za samotnością, przebywaniem z Bogiem. Im silniejszy jest nasz związek z Bogiem, tym bardziej będziemy tęsknić za wspólną modlitwą, w której razem z innymi będziemy wysławiać i wychwalać Boga. Ta błogosławiona tęsknota będzie taka, że będziemy pragnęli, aby cały świat wychwalał i wysławiał Boga.

     Warto, abyśmy znaleźli swoje góry (wzgórza) – te ciche zakamarki, w których będziemy się modlić. „Jezus całą noc spędził na modlitwie do Boga” (Łk 6,12). Wiadomo, że niektórzy ludzie w modlitwie są, podobnie jak Jezus, tak mocno związani z Bogiem, jak Wincenty Pallotti, który sypiał tylko półtorej lub dwie godziny dziennie. Jasne jest dla nas czym jest modlitwa. Kto głęboko pogrążył się w żarliwej modlitwie, odpoczywa w niej.

     Dla nas modlitwa jest często wysiłkiem i męczarnią. Należy być cierpliwym i spokojnym. Bóg nas zna i kocha. Jest bardzo blisko nas. Tylko wytrwajmy, a w swoim czasie zbierzemy obfity plon. Teresa z Awila mówi o Bożym działaniu w modlitwie: „Cokolwiek, co przychodzi w modlitwie od Boga, nigdy człowieka nie osłabia, tylko go wzmacnia!” To doświadczenie świętej nie jest niczym niezwykłym. I my odczuwamy, że serce dokądś nas ciągnie. Jednocześnie czujemy, że nie jesteśmy w stanie sami tego zrobić.

     Modlitwa jest rozwojem. Konieczne jest czekanie i słuchanie co jest ważne w danej chwili. Bóg lepiej od nas wie, co jest dla nas dobre. On pragnie wprowadzić nas w głęboką wspólnotę z Nim z jeszcze większą tęsknotą , aniżeli sami możemy to sobie wyobrazić. Ale nie może tego zrobić dopóki nie jest to możliwe dla nas. U Jezusa nie znajdujemy długich modlitw tylko bardzo krótkie. Często są to żarliwe, serdeczne zawołania do Ojca. Jest dla nas jasne, jak bardzo Jezus związany był z Ojcem. Niewiele słów potrafiłoby to wyrazić i pokazać. Pamiętamy Jego słowa na krzyżu: „Pragnę!” (Jan 19, 28). „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mt 27,46).

     Dobrze jest wspomnieć tutaj dlaczego uczniowie nie mogli uzdrowić opętanego młodzieńca. Jezus mówi: „Ten rodzaj złych duchów wyrzuca się tylko modlitwą i postem!” Por. Mt 17, 21; Mk 9,29). Tutaj ukazuje się wielkość i moc modlitwy. Diabelskiej mocy i poświęceniu się złu nie można przełamać ludzkimi zdolnościami, ani nawet przyzywaniem Jezusa. Ponad wszystko ważnym jest być głęboko związanym z Bogiem i wszystko robić ku Jego sławie. Tak powstaje prawdziwa modlitwa.

     Dochodzi do tego jeśli jesteśmy wolni od jakiegokolwiek obciążenia, od wszystkiego, co ziemskie, co obciąża naszego ducha. Uwalniam się od wszystkiego i całkowicie oddaję się Bogu. To dzieje się w czasie postu. Sensem postu jest być całkowicie wolnym i jak najdalej od spraw ziemskich, które całkiem świadomie odciągają mnie od Boga. Ważny jest post o chlebie i wodzie, aby pomógł mi otworzyć się i uwolnić od wszystkiego co stoi mi na drodze do Boga. Pościć znaczy oddać się całkowicie Bogu, z tego wyrasta prawdziwa modlitwa, wolność i radość. Jezus obiecał radość w modlitwie: „Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna!” (Jan 16,24).

Maryja jest Matką Bożą, Matką całego Kościoła, naszą Matką i Matką każdego człowieka. Maryja, jako duchowa Matka ludzi i pośredniczka wszystkich łask w ostatecznym wymiarze pełni rolę Matki całej ludzkości. Ona dała nam Chrystusa, który jest naszym życiem. Ona dostarczy nam również łaskę ostatecznego wytrwania, która doprowadzi nas z tego ziemskiego świata do wiecznej szczęśliwości. Dlatego powinniśmy Ją jak najwięcej wielbić i szanować.

Przez wstawiennictwo Matki Bożej Jezus uwolnił mnie od niewoli diabła

     Gizela opowiada: „Aż do dwunastego roku życia miałam dziecięcą wiarę, a wtedy moje zainteresowanie Bogiem osłabło, a potem zniknęło. Mając piętnaście lat zachorowałam na ciężką odmianę bulimii. Odwieziono mnie do kliniki psychiatrycznej i tam na siłę karmiono. Było dla mnie jasne, że choroba ta jest powiązana z utratą wiary. Po pobycie w klinice nikt nie rozmawiał ze mną o Bogu.

     Od tamtego czasu angażowałam się politycznie, coraz bardziej przybierając lewicową orientację, brałam udział w demonstracjach, chodziłam na koncerty rockowe, dopóki pewnego dnia nie znalazłam swojej wielkiej miłości. Było to tylko jedno wielkie rozczarowanie, które niemal nie skończyło się samobójstwem. Wtedy ktoś obiecał mi pomóc, oferując strzykawkę. Miałam tylko osiemnaście lat, kiedy stałam się uzależniona od tej osoby, która zaoferowała mi ‘pomoc’. Krótko potem musiałam pójść do szpitala. Zażywanie narkotyków doprowadziło do niedrożności jelit. Po wyjściu ze szpitala, przebywałam wśród osób słuchających rocka, chodziłam na imprezy, sporadycznie zażywałam narkotyki, a później już wszystkie rodzaje narkotyków, nawet heroinę.

     Pewnego dnia poszłam z towarzystwem słuchać muzyki do pewnej pustej fabryki. Oddaliłam się od reszty, aby trochę lepiej obejrzeć budynek. Gdy znalazłam się na dachu, nagle spadłam w dół z wysokości czterech metrów. Jakiś czas leżałam nieprzytomna. W końcu mnie znaleziono i ze złamanymi kośćmi miednicy zawieziono do szpitala. Tu rozmyślałam nad sensem swojego życia. Kiedy po pięciu tygodniach pierwszy raz znów mogłam chodzić, poszłam do szpitalnej kaplicy zapalić świeczkę na znak wdzięczności. Było mi wstyd, wszystko było dla mnie takie obce, a jednak odczuwałam pewną radość i bezpieczeństwo.

     Znów powróciłam do starego stylu życia. Wkrótce stało się jeszcze gorzej. Poznałam środowisko okultystyczne, wstępując w kontakt z osobami, które wdały się w związek z demonami. Nastąpiły silne ataki diabła na moją duszę. Wszystko we mnie stawało się czarne. Nie mogłam dalej żyć bez narkotyków, wchodziłam w częste relacje z mężczyznami. Znalazłam się w diabelskich odmętach. Kiedy dalej nic nie wychodziło, dalej nie chciałam żyć. Miałam dość życia. Czułam się jakbym miała za sobą trzy życia. Moje życie wisiało na cienkiej nitce. Moje życie przemieniło się dzięki mojej mamie, która opowiadała mi o swoich doświadczeniach z Medziugorja. Ktoś mi wówczas podarował podróż do Medziugorja. Podróż tam i pierwsze cztery dni były straszne. Było to dla mnie piekło. Unikałam każdej rozmowy, trzymając się z boku i zostając w swoim pokoju. Dokładnie pamiętam jak rozwścieczona stałam w swoim pokoju przed krzyżem i krzyczałam: ‘Czego chcesz ode mnie? Zostaw mnie w spokoju!’

     Coś się we mnie działo. Najpierw pomyślałam, że wszyscy pielgrzymi są głupi, ale podświadomie miałam nadzieję na jakiś cud. Wkrótce nadszedł moment, kiedy sama sobie wydałam się głupia. Moja matka poszła do Ojca Petara i opowiedziała mu o mojej chorobie. Zdecydowałam się dobrowolnie do niego pójść. Spowiedź przed nim doprowadziła mnie do nawrócenia. Pierwsza moja spowiedź trwała godzinę, ale po niej byłam nowym człowiekiem, poczułam, że jestem oczyszczona ze swojej strasznej przeszłości. Pierwszy raz z życiu poczułam jak Bóg mnie kocha. Ojciec Petar w trakcie spowiedzi otwarcie powiedział mi, że popełniłam ciężki grzech, ale Bóg, pomimo to, bardzo mnie kocha, i że Jezus również za mnie umarł na krzyżu, aby mnie zbawić. Poradził mi, abym jeszcze przez jakiś czas została w Medziugorju.

     Po dwóch tygodniach pojechałam do domu. Teraz przeżywam orędzia, codziennie chodzę na Mszę świętą i przyjmuję Komunię świętą. Co miesiąc spowiadam się i codziennie odmawiam różaniec. Jest we mnie wielki spokój, ale też wielka tęsknota za lepszym światem, pokojem i Bogiem. Bóg stał się centrum mojego życia. Jezus jest moim Zbawicielem. Kocham Maryję, swoją Matkę Niebieską, za wszystko Jej dziękuję. Ona doprowadziła mnie do swojego Syna, aby uwolnił mnie od zła i złego. Ona jest wielką pośredniczką łask. Dziękuję za wszystko Medziugorju. Bez pomocy Matki Bożej dziś bym nie żyła. Gdybym umarła przed wyjazdem do Medziugorja, jestem pewna, że Bóg z powodu moich strasznych grzechów nie wziąłby mnie do Siebie do nieba.”

     To doświadczenie jasno pokazuje, że po uzdrowieniu duszy (w spowiedzi świętej) może jednocześnie nastąpić uzdrowienie ciała. Gizela w Medziugorju spontanicznie uwolniona została od uzależnienia od twardych narkotyków.

 


     Bardzo ważne jest, aby mieć doświadczenie modlitwy. Doświadczenie modlitwy ma ten, który w modlitwie przeżył, doświadczył osobistego spotkania z Bogiem. Jeśli modlimy się prawdziwie i żarliwie, Bóg przychodzi nam na spotkanie i wysłuchuje naszej modlitwy. Medziugorje stało się zadziwiającym miejscem, gdzie wielu doświadczyło Bożej obecności i silnego wstawiennictwa Królowej Pokoju.

 Medjugorje

     Przede wszystkim, abyśmy mogli się modlić konieczne jest zapewnienie określonego czasu i przestrzeni, jakiegoś cichego miejsca. Możemy się modlić przy pracy, spacerując lub przy robieniu czegokolwiek. Nie możemy robić niczego innego, gdy się modlimy, ale możemy się modlić, gdy pracujemy.

     W czasie modlitwy potrzebne jest odczuwanie przed sobą obecności Boga. A to jest również darem, to jest łaską Bożą. Łaska jest tym, co przenosi się z osoby na osobę, co jeden drugiemu przekazuje. Łaska jest w istocie Duchem Świętym, uosobioną miłością Boga, która jest nam darowana. Właśnie Duch Święty, ta łaska Boża umożliwia nam modlitwę i ona jest tak naprawdę zdolnością do modlitwy, ale i samą modlitwą. Duch Święty jest Tym, który w nas się modli również wtedy, gdy nie wiemy o co i jak się modlić. On wstawia się za nami (por. List do Rzymian, 8, 26-27).

Wszystko jest możliwe dla tego, kto modli się sercem i wierzy!

     Bardzo ważne jest, aby mieć doświadczenie modlitwy. Doświadczenie modlitwy ma ten, który w modlitwie przeżył, doświadczył osobistego spotkania z Bogiem. Jeśli modlimy się prawdziwie i żarliwie, Bóg przychodzi nam na spotkanie i wysłuchuje naszej modlitwy. Historia pokazuje jak modlitwa uwalniała ludzi od zła, zarówno poszczególne osoby, jak i narody. Już w Dziejach Apostolskich mówi się jak Piotr nocą został wybawiony z więzienia, ponieważ Kościół nieprzerwanie modlił się za niego. O Bitwie pod Lepanto mówi się, że została zwyciężona modlitwą różańcową. Na Filipinach kilka lat temu zakończono wojnę, gdyż biskup stolicy Manili nakazał zakonnikom w dzień i w nocy modlić się w kościołach za pokój, a wszystkim wiernym odmawiać różaniec w intencji zakończenia wojny. Wojna domowa rzeczywiście została zakończona.

     Człowiek jest taką istotą, która nie może być prawdziwie szczęśliwa bez modlitwy. Bez modlitwy nie ma spokoju i nie jest zdolny do zniesienia swoich życiowych trudności. Bez modlitwy nie może prawdziwie kochać, ponieważ Bóg jest miłością. Bez modlitwy człowiek nie może wierzyć i być prawdziwym wierzącym. Wiara jest aktem zaufania i oddania. Dopiero w modlitwie można się spotkać z Bogiem i doświadczyć zaufania Mu. Dopiero w modlitwie właściwie rozumiemy Słowo Boże, przenikamy je i możemy z przekonaniem je przyjąć. Dlatego Jezus mówi, że wszystko jest możliwe, dla tego kto wierzy (por. Mk 9, 23). Dlatego wiara i modlitwa są nierozłącznie związane. Bez wiary człowiek nie może się modlić. A bez modlitwy nie może wierzyć.

     Człowiek zaczyna wierzyć najpierw na podstawie tego, co słyszał o Bogu i na podstawie zaufania do tego, kto już zaczął się modlić. W tejże intelektualnej wierze wchodzi w modlitwę i spotyka żywego Boga. W ten sposób jego wiara staje się żywa, doświadczona i staje się osobistym spotkaniem z żywym Bogiem. Z takiej modlitwy jego wiara staje się osobista i poufna, w niej opiera się na Bogu, oddaje mu swoje życie i przyjmuje życie Boga do siebie. Tak więc poprzez wiarę Bóg przebywa w naszych sercach (por. Tomislav Ivančić, A wy tak się modlicie, str. 26-27). Wiara jest w życiu człowieka bardzo ważna. Bez wiary nie możemy prawdziwie żyć. Wiara jest całkowitym zaufaniem do Tego, który nas stworzył i który pragnie nam pomóc. Wiedząc to i tak żyjąc, przyjmujemy to życie. Żyjemy sławiąc i wychwalając Boga. I to jest naszą modlitwą.

     Modlitwa pomaga nam, aby nasza wiara z dnia na dzień rosła i była coraz silniejsza. Człowiek, który się modli nie boi się przyszłości, jakakolwiek by ona nie była. Człowiek wielkiej wiary i modlitwy wie, że wychodzi naprzeciw temu błogosławionemu szczęściu, do którego został stworzony. Dlatego jest gotowy do cierpliwego niesienia swojego krzyża. Wie, że warto się poświęcać, wszystko wytrzymać, aby dostać się do portu wiecznego zbawienia. Rozmawiając z Bogiem regularnie w modlitwie, po paru dniach stajemy się inni. Czujemy się radośniejsi i bardziej wolni, szczęśliwsi i uratowani. „Człowiek, który raz zacznie się prawdziwie modlić, nie może przestać. Modlitwa staje się jakby jego własnym istnieniem. Bez modlitwy człowiek jest skazany na śmierć. Życie człowieka zależy bowiem od komunikacji z Bogiem. Dlatego przyszłością człowieka jest modlitwa. Moglibyśmy powiedzieć, że modlitwa jest otwieraniem drzwi do nieba, albo że modlitwa jest tak naprawdę już wejściem do nieba. Modlitwa jest powrotem syna marnotrawnego do domu, powrotem zagubionej owcy do pasterza, wyjściem z mroku do światła, przejściem ze śmierci do życia. Jasne jest zatem dlaczego ważne jest nauczyć się dobrze odmawiać Modlitwę Pańską. Człowiek dopiero po modlitwie może stać się w pełni człowiekiem” (Tomislav Ivančić, str. 29).

     Jeden święty mówi: „Wszyscy, którzy zostali błogosławieni, stali się nimi ponieważ dużo i dobrze się modlili. Wszyscy, którzy są przeklęci, są tacy gdyż bardzo źle się modlili lub nie modlili się wcale!” Dobrze jest zawsze mieć to na względzie, kiedy się modlimy. Modlitwa powinna być wyrażeniem tego, co przeżywam. W modlitwie Ojcze Nasz nie mogę modlić się niech będzie wola Twoja, a potem w pracy, w rodzinie robić co chcę. Modlitwa jest bardzo ważna i decydująca dla mojego życia. Zostaliśmy wezwani, aby swoim życiem sławić i czcić Boga. Poprzez modlitwę robimy to najlepiej. Nie zapominajmy, że czymś największym i najbardziej podniosłym co człowiek może uczynić jest oddanie Bogu swojej woli: „Zabierz Boże całą moją wolność!” - powie święty Ignacy.

     Spróbujmy raz powiedzieć: Dobry Boże, oddaję Ci swoją wolną wolę! Ważnym warunkiem dobrej modlitwy jest posiadanie właściwego obrazu Boga. Oddanie mojej wolnej woli jest najwyższą formą sławienia Boga. Święta Teresa z Avili mówi, że z tym oddaniem tak naprawdę zaczyna się życie duchowe. Dopiero po całkowitym oddaniu się, Bóg może zacząć działać, może mi się objawić. Przede wszystkim muszę się na Niego całkowicie otworzyć i być całkowicie oddanym. W nieszczęściu i cierpieniu możemy tak się modlić: Dobry Boże, trudno jest mi dziś się modlić. Nie wiem co powiedzieć. Nic nie przychodzi mi do głowy. Jestem spokojny i myślę o Tobie. Ty wiesz czego pragnę i czego mi brakuje; wiesz co mnie martwi i boli. Spójrz w moje serce. Nie jest potrzebne mówienie czegokolwiek. Kocham Cię, dobry Boże!

Wewnętrzne nastawienie do dobrej modlitwy

Każda prawdziwa modlitwa pragnie pomóc nam odkryć tajemnicę Boga, dla nas największą ofiarowaną nam tajemnicę. Kluczem do tej tajemnicy jest głęboki szacunek i bojaźń. Głęboki szacunek i bojaźń jest świętym strachem przed Bogiem. Brak głębokiego szacunku i bojaźni jest wielką chorobą dzisiejszych czasów. Jaki jest szacunek człowieka wobec tajemnic przyrody? Jak człowiek szanuje świętość małżeństwa i innych osób? Dlaczego człowiek utracił głęboki szacunek i bojaźń wobec tajemnicy Eucharystii i tajemnicy Boga Trójjedynego? Głęboki szacunek i bojaźń jest podstawą każdej modlitwy, kluczem prowadzącym do poznania Boga. Czyż nie zdarza nam się często, że modlimy się, a w ogóle nie wiemy co tak naprawdę robimy? Jakoś tak: Ja teraz się modlę! Potrzebne jest najpierw zadać sobie pytanie gdzie jest Bóg, do którego się modlę. On jest wszechobecny. Pytajmy się częściej w czasie modlitwy: Do kogo teraz tak naprawdę się modlę? Oczywiście do Boga! Gdzie On jest dla mnie? Do kogo mówiłem, modliłem się? Nie wystarczy wiedzieć, że Bóg jest wszędzie, ale ważne jest, aby nawiązać z nim intymną relację - Ty jesteś we mnie Jezusie, całkowicie we mnie! Skupić się.

Modlitwa jest przede wszystkim skupieniem

     Skupienie już samo w sobie jest modlitwą. Akt skupienia – doznanie Bożej obecności – szukanie samego Boga – oblicza Boga. Kim jestem? Kim ty jesteś? Bojaźń Boża zależy od pobożności. Tak mówimy o pobożnej modlitwie. Często się spowiadamy: Nie modliłem się pobożnie! Byłem roztargniony. Pobożnie się modlić oznacza myśleć siłą Ducha Bożego cały czas o tym, co mówimy. Oznacza całkowicie myśleć o Bogu, do którego się modlimy i z którym jesteśmy we wspólnocie. Duch w pobożności skupia się na treści słów i łączy je z życiem. Tak modlę się prawdziwie. Pobożność można nazwać również skupieniem.

     Im bardzie wzrastamy w miłości wobec Boga, tym mniej słów jest nam potrzebnych, a na początku bardzo są potrzebne. Modlitwa odmawiana tylko ustami nie jest tak naprawdę modlitwą. Jezus jasno mówi, że jest to modlitwa poganina. Powinniśmy to dobrze zapamiętać, ponieważ często jesteśmy w niebezpieczeństwie takiego modlenia się. Nie myślimy o tym, aby całkowicie się zapomnieć, chociaż pragniemy modlić się szczerze. Myślimy o modlitwie, w której w ogóle nie staramy się myśleć o Bogu i z nim rozmawiać, tylko po prostu o coś prosimy, coś pleciemy. Nie mam dość czasu i na szybko „odmawiam brewiarz”, albo coś innego. Na końcu zadaję pytanie: Do kogo się w ogóle modliłem? Czy plotę coś tak jak poganin? To nie jest modlitwa i na poważnie należy się wystrzegać takich nawyków!

     Niektórzy mówią, że podczas modlitwy konieczne jest głębokie myślenie o tym, o czym mówimy. Mogę modlić się Ojcze Nasz i myśleć o każdym słowie: „Ojcze/ nasz/ który / jesteś/ w /niebie/ …” Myślałem o każdym słowie i tak mogę odmówić Ojcze Nasz. Jest to modlitwa rozumu, która nie musi być prawdziwą modlitwą, modlitwą sercem. Wszystko odmówiłem, ale tak naprawdę nie wiem co powiedziałem. Po modlitwie robię to, co i wcześniej robiłem. Nie daję się prowadzić duchowi modlitwy. Pod pojęciem pobożności ma się na myśli modlitwę sercem. Modlić się sercem oznacza, że to co mówię czynię również w życiu. Jeśli coś Bogu obiecuję, muszę tego dotrzymać. Tak zaczyna się każda modlitwa. Bardzo jest ważne, aby być tego świadomym. Modlitwa staje się prawdziwą, prawdziwą modlitwą jeśli zmienia moje życie.

     Siła naszej modlitwy leży w zaufaniu. Jeśli w modlitwie łączymy się z Bogiem, wtedy łatwo mu wierzymy. Dlatego Jezus mówi: „Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie!” (Mk 11,24). To oznacza dziękujcie! Dobry Boże, dziękuję Ci za wszystko co teraz robisz! Dosłownie tak robił również święty Wincenty Palotti: „Panie, dziękuję Ci od razu, gdyż wtedy nie możesz mi powiedzieć nie!” To jest bardzo dobre. Święci byli czasem dobrymi dyplomatami również w relacjach z Bogiem. Jeśli robili to w miłości.

     Jeśli moje serce jest w czasie modlitwy przepełnione wątpliwościami, wówczas nie ma tu zaufania. Ważne jest tu rozróżnienie odczuć i prawdziwych wątpliwości. Modlitwie często towarzyszy poczucie wątpliwości: Czy moja modlitwa zostanie wysłuchana? Dobrze jest wiedzieć skąd pojawiają się takie odczucia. Samo odczucie wątpliwości dochodzi z obszaru zmysłów. Wynika to z tego, że nasze zmysły cielesne nie zawsze są zdolne do poznania działania Boga. Czysto emocjonalna wątpliwość nie dotyka naszego wnętrza, ponieważ prawdziwa wiara znajduje się znacznie głębiej. Święty Franciszek Salezy mówi jak wielu nie odróżnia poczucia wiary od samej wiary, nie widzi różnicy pomiędzy poczuciem zaufania i zaufaniem. To może być poważną wadą. Każda modlitwa powinna być modlitwą zaufania, ufności. Przychodzę do Boga ze swoimi problemami i po prostu mu mówię: Dobry Ojcze, oddaję Ci się całkowicie i spokojnie czekam co uczynisz! To jest zaufanie.

     Wytrwałość jest bardzo ważna w modlitwie, w której rzeczywiste zaufanie musi się spełnić. Dopiero w wytrwałej modlitwie możemy doświadczyć czy rzeczywiście zaufaliśmy i jesteśmy ufni. Jeśli się dziś pośpiesznie modlę: Drogi Boże, dziś modlę się za tego chorego! Jutro nie modlę się dalej, ponieważ chory jeszcze nie został uzdrowiony. Nie wiem czy moja modlitwa ma jakąkolwiek wartość. Oczywiście nie mówię tego Bogu wyraźnie. Ale po prostu nie modlę się więcej. Jeśli wierzyłbym prawdziwie, jeśli z głębi serca zaufałbym Bogu, moja wytrwałość zostałaby okazana. Modliłbym się za chorego tak długo, aż by nie umarł. I kiedy umrze, wiedziałbym, że moja modlitwa została wysłuchana. Chory stał się inny, to jest przyjął swoją śmierć, czego wcześniej nie mógł zrobić. Jest to znak wysłuchania naszej modlitwy.

     Abyśmy się zrozumieli, Bogu nie jest potrzebna nasza modlitwa, ale ja potrzebuję modlitwy. Bez modlitwy nie mogę godnie żyć. Bóg lepiej ode mnie wie, co jest mi potrzebne. Modlitwa pomaga mi odkryć Bożą wolę. Żyjąc zgodnie z Bożą wolą najlepiej i najłatwiej zmieniamy życie. Ważne jest tylko, że przychodzę do Boga i w Niego wierzę, w Nim odnajduję spokój i radość, i tak się uświęcam. Jeśli robię to regularnie, łatwiej mogę zmieniać się na lepsze i znajdować sens i cel. Potrzebuję modlitwy, ponieważ jest to potrzeba mojej duszy, bez której nie mogę żyć. Dlatego bardzo ważne jest regularnie się modlić. Przez to uczymy się sumienności i jest to najlepsza pomoc, abyśmy lepiej wykorzystali czas, który został nam darowany. Wielką pomocą dla naszej modlitwy jest odmawianie już napisanych i wyuczonych modlitw.

     Chrześcijanin ma obowiązek modlić się nie tylko za siebie, ale również za innych oraz za potrzeby Kościoła w świecie. Siła modlitwy zmienia ludzi. Siłą łaski prawdziwi modlący się żyjąc zgodnie z Ewangelią zmieniają ten świat. Czym jest pożywienie dla ciała, tym modlitwa jest dla duszy. „Bóg przemawia w ciszy naszego serca i możemy ten głos usłyszeć. Z głębi naszego serca odpowiadamy. To jest modlitwa!” mówi Matka Teresa. Modlitwa jest darem Ducha, która umożliwia nam, że Boga kochamy bardziej. Nasze serce otwiera się coraz bardziej na Bożą łaskę i doświadczamy Boga jako opiekuńczego Ojca, który pragnie, abyśmy zrealizowali plan, który On ma razem z nami. Poznajemy również samego siebie i uczymy się szczerze kochać.

 


 

     Mieć silną wiarę, modlić się z czystym sercem, być we wspólnocie z Bogiem, zaufać Bogu i modlić się, aby Jego wola wypełniła się w nas, być Bogu za wszystko wdzięcznym, być cierpliwym – to warunki, aby Bóg wysłuchał naszych modlitw. Jeśli spełniliśmy te warunki, Bóg nie może nam właściwie odmówić tego, o co Go prosimy.

 

Medjugorje

 

     Nie jest rzadkością słyszeć jak ktoś mówi: Prosiłem Boga o to czy tamto i nie wysłuchał mojej modlitwy! Modliłem się o zdrowie ojca, matki lub dziecka, a nie dosłałem tego, czego chciałem! Modliłem się, abym zdał egzamin, a oblałem! Jeśli Bóg słyszał moje wołanie, dlaczego nie dał mi jakiejś odpowiedzi? Jeśli Bóg jest miłością i miłosierdziem, dlaczego nie pokaże mi tego i nie spełni mojego prawdziwego pragnienia? Podobne wyrzuty możemy słyszeć na każdym kroku. Co na to wszystko powiedzieć?

     Wielu myśli tak, jakby Bóg był w jakimś serwisie, w urzędzie pilnej pomocy, i jeśli tylko o coś poprosimy, musi nas wysłuchać. My, bowiem, odmawiamy Ojcze Nasz, Zdrowaś, Maryjo lub zamawiamy Mszę świętą i uważamy, że Bóg powinien nam dać to, czego od niego żądamy. Jak w sklepie. Czy kiedykolwiek zapytaliśmy się dlaczego Bóg nie wysłuchał naszej modlitwy? Może przypominamy sobie o Bogu tylko jeśli czegoś nam potrzeba, jeśli zachorujemy my lub ktoś z naszych bliskich, jeśli zawodzą wszystkie nasze siły i nie możemy uzyskać tego, czego byśmy chcieli. A kiedy indziej nie dbamy o modlitwę, nie dbamy o Boga.

     Czy zapytaliśmy samych siebie czy to, czego od Boga pragniemy jest tak naprawdę dobre dla nas, dla naszej duszy? Może jest to niebezpieczne, może jest to nasza zguba?! Czy nie modliliśmy się w stanie ciężkiego grzechu? Czy modliliśmy się pokornie, czy może z zarozumialstwem, arogancko? Może Bóg nie dał nam tego, o co prosiliśmy, ale ofiarował nam za to coś innego. Jakże wielu modli się o zdrowie, a Bóg nie daje im zdrowia, ale daje im siłę do tego, aby cierpliwie mogli znosić swoją chorobę. Może Bóg nie wysłuchuje naszych modlitw, ponieważ żądamy od Niego, aby spełnił naszą wolę, a nie Jego. Jeśli Boga o coś prosimy, nasza modlitwa musi być pełna oddania się, tak aby w każdej naszej modlitwie było takie zakończenie: Ale niech się spełni Twoja wola, a nie moja! I wówczas, choćby nasze modlitwy zdawały nam się niewysłuchane, w rzeczywistości będą wysłuchane, ponieważ wypełniła się Boża wola, a nie nasza. Jeśli Bóg nie dał nam tego, czego pragnęliśmy, nie dał nam tego ze względu na nasze dobro duchowe i zbawienie.

     Jakie są warunki tego, aby Bóg wysłuchał naszych modlitw?

     Jasne dla nas jest, że Bóg zawsze jest gotowy do słuchania naszej modlitwy. Zanim zaczniemy się modlić, On wie, czego nam trzeba. Potwierdza nam to Pismo Święte: „Wołaj do Mnie, a odpowiem ci, oznajmię ci rzeczy wielkie i niezgłębione, jakich nie znasz. (Jer 33,3). „Proście, a będzie wam dane! Szukajcie, a znajdziecie! Kołaczcie, a otworzą wam! Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą!” (Mt 7,7-8). Czyż jest konieczne przypominanie, że Bóg jest wszechmogący i wszystkowiedzący? On wie wszystko i wszystko może. Jego moc podkreśla również święty Paweł: „Temu zaś, który mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy” (List do Efezjan 3,20) Aby modlitwa została wysłuchana, konieczne jest spełnienie określonych warunków. Najpierw konieczne jest mieć silną wiarę. „I otrzymacie wszystko, o co na modlitwie z wiarą prosić będziecie!” (Mt 21,22). Musimy wierzyć, że Bóg może zrobić wszystko, o co Go poprosimy. „Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu. Przystępujący bowiem do Boga musi uwierzyć, że [Bóg] jest i że wynagradza tych, którzy Go szukają” (List do Hebrajczyków 11,6).

     Konieczna jest modlitwa czystym sercem. Jest to bardzo ważny warunek. W stanie ciężkiego grzechu Bóg nie słyszy naszej modlitwy, ponieważ poprzez grzech zerwaliśmy z Nim więź łaski. Nie mamy również przed Bogiem żadnym zasług. Aby Bóg słyszał naszą modlitwę, koniecznie należy usunąć wszelkie przeszkody. Potrzebna jest całkowita pokora i szczere wyznanie swoich grzechów w spowiedzi. Jeśli zdecydowaliśmy, że w przyszłości będziemy wystrzegać się grzechu, Bóg chętnie nam wszystko wybacza i oddaje łaskę, którą poprzez grzechy utraciliśmy. Potrzebne jest być we wspólnocie z Bogiem. Wspólnota objawia się w szukaniu i wypełnianiu Bożej woli. Bożą wolą jest, abyśmy pozwolili Duchowi Świętemu prowadzić nas i dokonać w nas dzieła zbawienia.

     Jezus mówi: „Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni!” (Jan 15,7). Jezus modlił się w Ogrójcu: „Ojcze mój! Jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty!” (Mt 26,39). Zaufać Bogu i modlić się, aby Jego wola wypełniła się z nami i z tymi, za których się modlimy to najlepszy warunek, aby Bóg wysłuchał naszej modlitwy. Aby Bóg wysłuchał naszej modlitwy, należy być Bogu za wszystko wdzięcznym. Boże, dziękuję Ci za łaskę, że mogę się do Ciebie modlić o to, co jest mi potrzebne. Ty lepiej ode mnie wiesz co jest dla mojego dobra i wiecznego zbawienia, również dla dobra i zbawienia moich braci i sióstr. „O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem!” (List do Filipian 4,6)

     Należy być cierpliwym. Jeśli prosimy o coś Boga, chcemy aby dał nam to od razu. Zawsze zapominamy, że nie możemy wiedzieć co jest dla nas lepsze. Dlatego należy być cierpliwym i pozwolić Bogu, aby zadecydował kiedy coś nam ofiaruje. Jeśli Bóg spełniłby wszystkie nasze zachcianki i prawdziwe pragnienia w momencie, gdy o nie poprosimy, prawdopodobnie bylibyśmy rozczarowani. W gruncie rzeczy bowiem jesteśmy bardzo ograniczeni jeśli chodzi o przyszłość. Dlatego lepiej jest pozostawić wszystko Bogu. Wszystko o co prosimy, prosimy w imię Chrystusa: „A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię!”. (Jan 14,13-14). Zawsze w modlitwie dziękujmy Bogu, wysławiamy Go i uwielbiajmy, szukajmy sprawiedliwości, miłości, pokoju, tj. Królestwa Bożego i Bożej sławy, jeszcze lepszej Bożej woli. Wówczas otrzymamy od Boga to, o co prosimy. Bóg nie może nam właściwie odmówić tego, o co Go prosimy, ponieważ spełniliśmy wszystkie warunki, które postawił.

Doświadczenie Pawła

     W Drugim Liście do Koryntian (Rozdział 12) Paweł pisze o swoich widzeniach i objawieniach, które darował mu Pan. Opisuje jak został uniesiony do trzeciego nieba (raju). Tu usłyszał tajemne słowa, których człowiekowi nie godzi się powtarzać. Faktycznie, to co przeżył Paweł, widział i doświadczył w raju, trudno jest opisać ubogimi słowami. Mówi on: „Lecz właśnie głosimy, jak zostało napisane: to, czego ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują. Nam zaś objawił to Bóg przez Ducha” (1 List do Koryntian 2,9-10). Paweł pisze potem: „Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował - żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz [Pan] mi powiedział: ‘Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali!’” (2 List do Koryntian 12,7-10). Św. Paweł otwarcie opisuje swój ciężki stan. Nie mówi, że jest chory, tylko że wbito mu oścień w ciało, wysłannika szatana. Oścień ten nie da mu spokoju. Musi znosić ciężkie bóle, nie do wytrzymania, które towarzyszą mu w dzień i w noc. Nie ma spokojnego snu. Nie może funkcjonować tak, jakby chciał. Męka ta jest dla niego wielką przeszkodą. Do dzisiaj nikt nie wie, co Paweł miał na myśli pod pojęciem oścień. Czy jest to ból fizyczny, przykładowo chroniczny bronchit, jakaś choroba brzucha, nerek, wada serca… Być może chodzi o męki duchowe, przykładowo o jakąś depresję, lęki lub jakiś rodzaj epilepsji.

     Nie wiemy nic pewnego, możemy się tylko domyślać. Dr Ljudevit Rupčić, tłumacz Pisma Świętego mówi: „Rzecz jest o jakiejś chorobie Pawła, od której Bóg nie chciał go uwolnić, aby uchronić go przed pychą. Ona najczęściej dotyka ludzi wielkich i zwykle jest dla nich zgubna. Wspomniana choroba przedstawiona jest jako osoba i wysłannik szatana, ponieważ choroba jest skutkiem grzechu, który wywodzi się z szatana.” Także dzisiaj wielu choruje na duszy i ciele. Niektórzy na stałe przykuci są do łóżka. Inni nie poruszają się. Niektórzy całymi nocami nie mogą spać, ponieważ coś ich gnębi. Tylko nie wiedzą co… Każdy ma swój mniejszy lub większy krzyż, swoją mękę, którą przydzieliła mu opatrzność. Paweł przyznaje, że trzykrotnie prosił Pana, być może tak: Boże, proszę Cię, pomóż mi! Uwolnij mnie od tej męki… mojego krzyża…! Bóg słyszał wołanie Pawła, ale nie wysłuchał go, aby nie stał się pyszny.

     Dobrze jest przypomnieć sobie o Chrystusie i Jego śmiertelnej walce w Ogrójcu. W przeddzień swojej męki, w Wielki Czwartek, w ogrodzie Oliwnym, Jezus ogląda w wizji wszystko to, co go czeka. Pismo Święte mówi, że ogarnął Go smutek i trwoga. Pocąc się krwawym potem trzykrotnie zawołał: „ Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich. Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty” (Mt 26,39). Pozostaje tajemnicą, dlaczego tak jest. Bóg z pewnością ma jakiś plan. Jeśli do Niego przyjdziemy, prawdopodobnie wszystkie tajemnice zostaną nam odkryte. Ewangelista Łukasz opisuje jak Jezusowi ukazał się anioł i dodał Mu odwagi, aby w śmiertelnych chwilach żarliwie się modlił. Bóg wie lepiej od nas czego nam potrzeba i co jest dla naszego dobra. Tak więc, On słyszy każdą naszą modlitwę i wysłuchuje jej, jednak w inny, tajemniczy, bardziej cudowny sposób, aniżeli myślimy i pragniemy. Paweł jest świadkiem koronnym tego, że Bóg wysłuchuje. On nie uwalnia nas od tego, czego myśmy chcieli, ale daje nam siłę, aby męka albo krzyż mogła zostać lekko znoszona. Bóg sam obiecał, że podaruje swoją łaskę i bliskich Mu ludzi nigdy nie zostawia samych. To wystarczy. To musi nas pocieszać. Paweł słyszał odpowiedź: ‘Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali!’”.

     Nie martw się! Każdego dnia otrzymasz taką siłę, że wystarczy, abyś mógł znieść wbity oścień. Nie możesz tylko myśleć: muszę ten ciężar nosić całe życie! Mędrzec dzieli życie na godziny, godziny na minuty, teraz (w tej chwili) muszę wytrzymać!

Bóg uzdrowił mnie za wstawiennictwem Matki Bożej

     Anna R. z Zagrzebia miała 34 lata kiedy w roku 1979 spadła z balkonu bez balustrady. Jej obie nogi były połamane w wielu miejscach, a uszkodzony był również kręgosłup. Cierpiała bóle nie do opisania, każdy jej ruch był cierpieniem. Również cyrkulacja krwi i ciśnienie krwi nie były w porządku. Nerki też sprawiały kłopoty, a chorowała również na artretyzm i ciężką anemię. Ona sama opowiada: „Lekarz powiedział mi, że medycyna nie posiada żadnych możliwości, aby mi pomóc i że powinnam zwrócić się do Boga. Pytałam go jak mogę się modlić do Boga. Nie byłam wyedukowana w wierze i potrzeba mi było dziewięć lat, abym posłuchała rady swojego lekarza.

     Boga spotkałam w 1994 roku, w Medziugorju. Modliłam się na Wzgórzu Objawień, dziękowałam Bogu i kłaniałam Mu się. W czasie modlitwy doznałam czegoś zupełnie zdumiewającego. Przez moje ciało, w szczególności przez nogi, przepłynęła jakaś cudowna, nie znana mi moc (siła). Serce biło mi tak mocno i pomyślałam, że pęknie. Po paru minutach moje ciało było całkiem spokojne. Czułam głęboki spokój i wielką radość. Nie odczuwałam już więcej żadnego bólu i cały ciężar zniknął. Dla mnie uzdrowienie duchowe było ważniejsze i silniejsze niż to fizyczne.” Za silnym wstawiennictwem Matki Bożej Anna odnalazła w Medziugorju wiarę w Boga oraz duchowe i fizyczne uzdrowienie.

 


 

     Modlić się prawdziwie, żarliwie i sercem nie jest łatwo. Wymaga to dużego wysiłku i wyrzeczeń. Każdy modlący się w mniejszym lub większym stopniuJan Paweł II napotyka na trudności przy modlitwie. Odczuwa, że coś mu nie pozwala, że coś go krępuje i blokuje. Święci potrafili mówić o kłopotach modlitewnych, o kłopotach przy modlitwie. Nie możemy zapominać, że trudności są nierozłączną częścią modlitwy. Dziś niewielu jest modlących się, którzy nie mają problemów z modlitwą, tak jak – prawdopodobnie – było to zawsze.

Nie jest rzadkością, że ktoś z powodu tych trudności przestaje się modlić. Oczywiście nie jest to dobre. Co należałoby poradzić temu, kto znalazł się w obliczu takich pokus? Jak należy się zachować?

     Jakie są najczęstsze trudności przy modlitwie?

    Każdy doświadczył różnych pokus przy modlitwie i dobrze je zna. Czynią one naszą modlitwę trudną i męczącą. Dużą męczarnią może być to, że wszystko nas nudzi i najchętniej więcej byśmy się nie modlili. Złościmy się na siebie i decydujemy, że przestaniemy się modlić. Myślimy, to jak się modlę właściwie nie jest modlitwą, lepiej się zatem nie modlić. Musimy wystrzegać się takich rozmyślań, ponieważ jeszcze bardziej utrudniają nam one modlitwę. Dobrze jest zapytać siebie samego, czy nie jesteśmy sami winni tego, że do tego doszło. Czym jest dla nas modlitwa? Czy modlimy się regularnie?

     Niestety, musimy przyznać, że bardzo jesteśmy ciekawi, wszystko chcemy zobaczyć, usłyszeć, wszystkiego doświadczyć (oglądanie płytkich filmów i fotografii pod wieloma względami utrudnia nam modlitwę w skupieniu). Nie musimy się zatem dziwić, że w czasie modlitwy takie niepotrzebne myśli dokuczają nam i nas rozpraszają. Dobrze jest umieć przezwyciężyć je i wyrzec się czegoś, jeśli jest to konieczne. Szczególnie należy się wystrzegać wszystkiego co przybliża do okazji i pokusy prowadzącej do grzechu. Zły nie przestaje nas kusić i odwodzić od modlitwy. Kto się z tym nie liczy, może mieć duże nieprzyjemności. Nie możemy pozwolić, aby kusiciel ten zbliżył się do nas. Tylko poprzez gorliwą i pokorną modlitwę możemy go trzymać jak najdalej, aby niczego nie mógł nam zrobić.

     Co powinniśmy robić kiedy trudno jest nam się modlić?

     Często się słyszy: Kiedy się modlę, nagle przychodzą mi do głowy bezwstydne i brzydkie myśli. W bezradności i strachu pytam dlaczego. Najlepsza rada byłaby taka: pozostać całkowicie spokojnym i nie denerwować się. Uświadomić sobie, że teraz się modlimy. Bez strachu i jakichkolwiek pytań kontynuować modlitwę. Dobrze byłoby wypowiedzieć modlitwę podobną do tej: Drogi Boże, teraz się modlę, nic innego mnie nie zajmuje tylko to, aby być związanym z Tobą w miłości! Nie jesteśmy w stanie być panami swoich myśli, które przychodzą do głowy bez naszego pozwolenia. Ale możemy być zupełnie spokojni i bez wyrzutów sumienia, ponieważ nie zgrzeszyliśmy. Pokusa nie jest grzechem. Grzechem staje się ona dopiero przez nasze przyzwolenie na nią. Oznacza to, że jeśli w czasie modlitwy przychodzi nam do głowy jakaś myśl, a my ją ignorujemy, to jest nie nadajemy jej żadnego znaczenia, nie zważamy na nią, zachowujemy się jakby jej nie było, nie tylko, że nie zgrzeszyliśmy, ale odnieśliśmy też zasługi, iż odrzuciliśmy ją. Nie ma potrzeby spowiadania się z takich myśli. Większość jednak, dla uspokojenia sumienia, chętnie spowiada się z nich. Musimy być ostrożni i nie przesadzać. Nie możemy być pedantyczni. Jeśli zanadto grzebiemy w swojej wyobraźni i pytamy siebie samych o to jaka myśl nam przyszła do głowy, może się tak zdarzyć, że pokusa nas naciągnie. Dlatego, błogosławiona ostrożność!

     Przypominamy sobie przypadek Świętej Katarzyny z Genui, która w czasie pokus przeciwko świętej czystości rzucała się w ciernie, a potem skarżyła się Panu: „Panie, gdzie byłeś w chwilach kiedy walczyłam z pokusami?” Słyszała odpowiedź: „Byłem z tobą, ponieważ inaczej nie mogłabyś tego wytrzymać!” Święty Franciszek Salezy proponuje, aby w przypadku dużych pokus przy modlitwie po prostu cicho powiedzieć: Niech żyje Jezus Chrystus! Słowa te dobrze jest w sobie powtarzać. Warto wiedzieć, że nie ma duchowego oczyszczenia bez bólu i cierpienia. Byłoby najlepiej, abyśmy się całkowicie oddali Bogu i prosili o Jego pomoc. On jej nam nie odmówi. Módlmy się uniżenie: Dobry Boże, teraz się modlę. Proszę Cię, pomóż mi! Oszczędź mnie od wszystkiego, co nie jest dobre. Oczyść moje myśli! Ty dobrze wiesz, że interesujesz mnie tylko Ty i nic innego mnie nie zajmuje. Pobłogosław mnie i prowadź siłą swojego Ducha!

     Pokusy duchowe w czasie modlitwy mogą być bardzo bolesne. Nie odczuwam więcej w modlitwie Bożej obecności i zaczynam wątpić. Męczy mnie pytanie czy Bóg w ogóle mnie słyszy. Takie są pokusy przeciwko wierze, przykładowo, jeśli ktoś przed Przenajświętszym Sakramentem modli się i nieoczekiwanie poczuje, że w ogóle nie wierzy, że Jezus jest w Nim obecny. Jeśli do tego dołączy się jeszcze strach, faktycznie zacznie wątpić. To staje się męczarnią nie do zniesienia. Należy najpierw powiedzieć, że czasami każdy ma takie wątpliwości. Nie musimy się bać. Ważne jest być całkowicie spokojnym. Klękamy i kontynuujemy modlitwę. Powtarzamy akt wiary i całkowitego oddania się. Właściwie robimy wszystko to, co kwestionują nasze wątpliwości. Stańmy się bardziej świadomi tego, że modlimy się, i że ten czas łaski ofiarowujemy Bogu: Boże, mocno w Ciebie wierzę i oddaję Ci całe swoje życie. Tymi słowami wypowiadamy swoją wiarę w Boga w Trójcy Jedynego i Jego obecność w Przenajświętszym Sakramencie. Zapamiętajmy raz na zawsze: pokusy i życiowe pokuszenia nie są grzechem jeśli nie wyrażamy na nie zgody (jeśli im nie ulegamy). Święty Franciszek Salezy wyraźnie mówi: „Jeśli zaraz po pokusie nie wiesz czy jej uległeś, czy nie, nie będziesz tego wiedzieć również po długim rozmyślaniu o niej”. Oznacza to, że nie potrzeba rozmyślać czy zgodziliśmy się na pokusę czy nie, jeśli odpowiedź na to pytanie nie jest od razu jasna. Jeśli przypadkowo uległem pokusie, wyraźnie to wiem. A jeśli nie wiem, nie muszę w ogóle łamać sobie nad tym głowy, ponieważ i tak nie mogę tego zrozumieć. To ważna zasada dotycząca pokus i ulegania im.

     „Jeśli nie wiesz czy uległeś, wtedy nie zrobiłeś tego. Nie popełniłeś ciężkiego grzechu, ponieważ z pewnością wiedziałbyś, że to zrobiłeś, mówi święty Franciszek Salezy. Zasada ta jest z pewnością wystarczająca, abyśmy lepiej odnaleźli się w trudnych, wewnętrznych kłopotach. Kto Boga kocha i szuka, ten nie upadnie. Jeśli przypadkowo upadnie, jest tego świadomy i jest mu bardzo przykro. Strach nie jest pewną oznaką tego, że zgrzeszyliśmy. Jeśli odczuwam strach lub wyrzuty sumienia, nie jest to jeszcze pewny znak tego, że zgrzeszyliśmy. U ludzi dobrej woli, poważnie myślących o Bogu, strach jest często znakiem wrażliwej duszy, która nie chce obrazić Boga (por. Hans Buob, str. 52.). Jednym z pokuszeń (pokus) w modlitwie może być próżność. Jak w opowieści o świętym Bernardzie z Clairvaux, jak w czasie kazania cichy głos mówił: „Bernardzie, jak wspaniale dziś przemawiasz?!” A drugi głos szeptał mu: „Wygłaszanie kazań jest niebezpieczne dla twojej pokory!”. Święty odpowiedział tylko: „Szatanie, ze względu na ciebie nie zacząłem, a i ze względu na ciebie nie przestanę”. Więcej pokus nie było.

     Co mamy robić kiedy w czasie modlitwy jesteśmy roztargnieni?

     Wszyscy dobrze znamy pojawiające się wbrew naszej woli (niechciane) roztargnienia, które same w sobie są tak różnorodne jak i samo życie. Zwykle są niechciane. Jak tylko zaczniemy się modlić, po prostu pojawiają się, jak na zamówienie. Jak zachowywać się w takim stanie? Różnie. Istnieją roztargnienia, od których łatwo możemy się uwolnić. Możemy je porównać do małych muszek, które nam przeszkadzają w nocy. Już z daleka je słyszymy i zwykle wystarczy machnąć ręką i odlecą, zrobią koło i wrócą z powrotem. Zapowiadają się brzęczeniem. Tak i w modlitwie mamy roztargnienia, które najpierw zapowiadają się i łatwo je zwalczamy. Bardzo jest ważne, abyśmy byli cierpliwi i nie przejmowali się jeśli ponownie się pojawią. Zbytnie przejmowanie się doprowadziłoby nas bowiem do obłędu. Dlatego bądźmy całkowicie spokojni, roztargnienia należy całkowicie, cierpliwie ignorować, to znaczy nie zważać na nie, nie nadawać im żadnego znaczenia. Całkowicie się skupmy i skoncentrujmy się na modlitwie. Nie złośćmy się z tego powodu, że znów jesteśmy roztargnieni, że nam to przeszkadza i nie pozwala, abyśmy byli skupieni. Nie jest dobrze złościć się na siebie, albo nawet na Boga dlatego, że pozwala, aby cokolwiek nas rozpraszało. Jeśli w czasie modlitwy jesteśmy roztargnieni, powiedzmy spokojnie: Zostaw mnie w spokoju, to mnie teraz nie interesuje, nie chcę mieć z tym nic wspólnego! Tak samo, dobrze jest przywołać imię Jezusa, albo wypowiedzieć je, ponieważ Szatan przed imieniem Jezusa ucieka. Należy być szczególnie ostrożnym i uważnym oraz wystrzegać się roztargnień pojawiających się niezauważalnie i cicho. Również one są męczące i trudne. Pojawiają się znienacka, tak, że ich nie zauważamy, zwłaszcza jeśli dalej jesteśmy skupieni i pobożnie się modlimy. Powiedzmy, ukorzyłem się i skupiłem się. Rozmyślam jak dzisiaj pokornie się modlić. Tylko dziesięć minut później znajduję się na Kilimandżaro. W ogóle nie wiem jak tam dotarłem. W jednej chwili byłem nieobecny, chociaż na początku byłem pewien, że jestem całkowicie skupiony.

     Dobrze jest przypomnieć sobie również rady pewnej mistyczki z Würzburga: „Panie, jeśli chcesz, abym Cię kochała, wówczas kocham Cię właśnie w taki sposób.” Najważniejsze jest, abym wypełnił Bożą wolę. Modlę się, ponieważ Bóg daje mi tę łaskę. Robię właśnie to, czego chce. Dobrze jest powtórzyć znowu: nie wolno nam się denerwować, pozostańmy całkowicie spokojni. I jeszcze jedna dobra rada na roztargnienie – cicho uśmiechnąć się do swojej słabości i wady i powiedzieć: Jezu, Ty znasz moje ubóstwo i moją niedoskonałość, bądź mi miłosierny! I kolejna też bardzo ważna wskazówka jak się zachowywać: Jak tylko rozpoznamy, że jesteśmy roztargnieni, należy tylko kontynuować modlitwę. Nie jest dobrze powtarzać modlitwę. Nigdy tego nie róbmy! Są modlący się, którzy jak tylko stają się świadomi tego, że są roztargnieni, ulegają pokusie powtarzania tego, o co się modlą: Znów jestem roztargniony, mój Boże! Takie osoby ledwie dochodzą do amen! Bardzo ważne jest to wiedzieć. Z pewnością każdy w mniejszym lub większym stopniu doświadczył tego w swoim modlitewnym życiu. Najlepiej jest powiedzieć: Panie, Ty wiesz wszystko, wiesz, że Cię kocham! To wystarczy. Nasza modlitwa biegnie dalej, chociaż duchowo pobłądziliśmy bez swojej woli. Jeśli mocno wierzymy, że Bóg jest tutaj i że się do Niego modlę, moja modlitwa jest wartościowa i pożyteczna, i czas ten należy do Boga. Wtedy sam Duch Święty modli się we mnie (por. List do Rzymian 8,26). Roztargnienie może doprowadzić do pokus i wątpliwości. Czasami ktoś pyta czy jest to w ogóle modlitwa jeśli tak się modli, może byłoby lepiej i korzystniej robić coś innego. Nie zapominajmy, że cenne jest to, że chcę się modlić. W modlitwie całkowicie oddałem się Bogu. Pozostaję w Nim i z Nim. To jest właściwa postawa. Bez strachu być skupionym i wszystko cierpliwie znosić.

     Ponad wszystko warto zapamiętać dobrze te wskazówki, ponieważ takie trudności zawsze przychodzą od nowa. Wszyscy dobrze to znamy. Właśnie ten, kto rzeczywiście pragnie kochać Boga, bardzo cierpi z tego powodu. Konieczne jest, aby niestrudzenie iść naprzód. Dopóki z własnej woli nie przerwiemy jedności z Bogiem, jesteśmy z Nim w modlitwie związani. Przekażmy Bogu od nowa swoje słabości i utrapienia. Nie ma bardziej serdecznej jedności i wspólnoty z Bogiem niż całkowicie czyste i nieograniczone oddanie się Bożej woli. Dlatego, jeśli Bóg pozwala, abym się modlił „pod płaszczem” roztargnienia, nie mogę robić niczego, co byłoby od tego lepsze, pożyteczniejsze i pod względem apostolskim bardziej owocne. Niektóre osoby odczuwają modlitwę i doświadczają jej jako pokory i satysfakcji. Dlatego wielu, przeżywając modlitewne trudności mówi o modlitewnych męczarniach. Tak dusza przyjmuje Boga.

Oschłość w modlitwie

     Częstą trudnością przy modlitwie jest nieczułość. Może towarzyszyć każdemu modlącemu się. Święta Teresa z Avili nazywa to suszą, suchością duchową. Przy duchowej suchości, suchość tę należy wypełnić odpowiednimi modlitwami: modlić się Ojcze Nasz, odmawiać psalm lub jakąś modlitwę z książeczki do nabożeństwa. Zaleceniem jest regularna i wytrwała modlitwa. Znudzenie jest trudnością, którą zna każdy. Trudno jest znaleźć kogoś, komu w czasie modlitwy nie nudziło się. Znudzenie nigdy nas nie oszczędza. Zanim zaczniemy się modlić, konieczne jest świadome skupienie i ukorzenie się. Może nam pomóc ta modlitwa: Dobry Boże, sławię Cię i wychwalam, uwielbiam i za wszystko dziękuję! Dobrze jest sobie uświadomić to, co dzieje się w czasie modlitwy, mianowicie:

- ofiarowuję swój czas Bogu, który daje mi łaskę i wieczność,
- cokolwiek czynię, wszystko jest Jego darem, jestem Bogu wdzięczny za to, że zawsze jest ze mną, że o Nim myślę i że jest dla mnie najważniejszy,
- bez Boga nie mogę wyobrazić sobie swojego życia i wszystko inne w życiu jest dla mnie drugorzędne.

     On jest spokojem i radością, szczęściem i zbawieniem. Jemu oddaję się całkowicie i z miłości do Niego wszystko cierpliwie znoszę. Można by to łatwo porównać do Chrystusowego przyjścia na świat. Przychodzi On w ubóstwie, męczarni i śmierci. Dla tego świata to obłęd. Jeśli się nie modlisz, jeśli nie szukasz spotkania z Bogiem, jeśli nie jesteś z nim długo, aby Go poznać, aby Go zgłębić, aby Go zrozumieć, pomału zapomnisz Go, nie wystarczy ci Go ze wspomnień, nie będziesz Go więcej rozpoznawać, nie będziesz Go więcej mógł, ani potrafił kochać. Daleko od oczu – daleko od serca, to powiedzenie prawdziwe nie tylko w odniesieniu do ludzi, ale również do Boga. Przykładowo, jeśli narzeczony zawoła narzeczoną i powie jej: Wybacz, dziś wieczorem nie mogę przyjść, jestem bardzo zajęty! - to jeszcze nie problem. Ale jeśli się to powtarza, przez cztery lata zawsze ta sama wymówka (praca i zajęcia z przyjaciółmi), a nigdy jej nie odwiedzi, to coś nie jest już jasne, a dokładniej wszystko jest jasne. Nie ma więcej miłości! Ponieważ miłość zdolna jest przezwyciężyć wszystkie trudności i odnaleźć rozmaite możliwości, aby spotkać tego, którego dusza kocha.

     Konieczne jest wyjaśnienie samemu sobie własnego stosunku do Boga. Może nie modlisz się, nie szukasz osobistego spotkania z Nim, ponieważ Go nie kochasz lub nie masz dla Niego czasu? Normalne jest, że strach jest przyjąć pierwszą możliwość, a i dogodniej jest kryć się za drugą. Istnieje cały splot problemów, które podsycają zakłopotanie: nie wszystko jest tylko naszą winą! Jesteśmy silnie uwarunkowani swoimi czasami… Bez miłości nie można żyć i od czasu, gdy twoja miłość do Boga oziębiła się, to znaczy miłość do osoby Jezusa, osoby Boga Ojca i osoby Ducha Świętego, zmuszony jesteś szukać innej miłości jako zamiennika.

Podczas spowiedzi w Medziugorju zaczęło się moje nawrócenie

     Młoda dziewczyna opowiadała o swojej wielkiej miłości. Ale wszystko zakończyło się gorzkim rozczarowaniem, i z tego powodu chciała odebrać sobie życie. W końcu wpadła w świat narkotyków. Poznała wówczas osoby, które zajmowały się okultyzmem i kontaktowały się z demonami. Zauważyła, że znajduje się w szatańskim kręgu. Wszystko szło nie po kolei, miała dość życia, nie chciała dalej żyć. W tej beznadziei ktoś podarował jej pieniądze na podróż-pielgrzymkę do Medziugorja. Tu wyspowiadała się, a krok ten był początkiem jej nawrócenia. Zauważyła jak odpada z niej cały brud jej przeszłości. W ujmujący sposób opowiada o swoim nawróceniu: „Jest we mnie teraz wielki, głęboki spokój, ale też wielka tęsknota za lepszym światem i Bogiem. Bóg jest teraz centrum mojego życia. Patrząc wstecz mogę powiedzieć, że wszystko to mogę zawdzięczać jedynie Medziugorju, ponieważ bez pomocy Matki Bożej dzisiaj bym nie żyła”.

 


      Jak dzisiaj się modlić? Modlić trzeba się sercem – Matka Boża uczy nas od ponad 30 lat. Co to oznacza? Nie modlić się z przyzwyczajenia i z nawyku! Modlić się sercem oznacza przede wszystkim modlić się z miłością. Sumiennie. Oznacza modlić się całym swoim istnieniem: ciałem i duszą, ze szczerego serca. Oznacza całkowicie otworzyć się na Boga. Dać Bogu pierwsze miejsce w swoim życiu, Jemu oddać się całkowicie, z pełnym zawierzeniem. Mieć zaufanie do Niego i oczekiwać od Niego wszelkiego dobra. Bóg obdarza nas tylko dobrem. Oznacza modlić się w skupieniu i z pokorą, z oddaniem i zaufaniem, wytrwale i pobożnie.

 

Medjugorje

 

      Zgodnie ze wskazówkami i orędziami Matki Bożej, modlić się sercem oznacza przeżyć modlitwę jako spotkanie z Bogiem. Oznacza zjednoczyć się w ten sposób z Jezusem oraz poczuć i doświadczyć piękna i wielkości łaski, jaką ofiarowuje nam Bóg. Oznacza to również przyjąć wielką łaskę. Modlić się sercem oznacza pozwolić Bogu, aby On usunął wszystkie przeszkody, aby modlitwa w każdej chwili zwyciężała w naszych sercach.

Matka Boża – pokorna nauczycielka modlitwy

      Matka Boża jest, jako Niepokalana Dziewica, Matką Jezusa. Nikt nie był tak blisko Jezusa jak Ona. Ona jest – jak nazwał Ją anioł – nie tylko „łaski pełna”, ale jest „cała łaską”. Zbudowana jest z łaski – jeśli można się tak wyrazić. Ona stale była powiązana z Panem. Każdego dnia i w każdej chwili. Całe Jej życie było nieprzerwaną modlitwą, tak samo jak i życie Jezusa. Dlatego dla nas, obok Jezusa, nikt inny nie może być od Niej lepszym nauczycielem.
Cierpliwie i pokornie Matka Boża wielokrotnie powtarza:

„W ten sposób zrozumiecie, dlaczego tak długo jestem z wami. Pragnę was nauczyć modlić się!”... (12 czerwca 1986);

„Uświadomcie sobie, ukochani moi, że jestem waszą Matką i przybyłam na ziemię, by was nauczyć słuchać z miłością, modlić się z miłością….!” (29 listopada 1984).

     Matka Boża jako Królowa Pokoju przychodzi do nas. Ukazuje się w tych fatalnych czasach, w czasach wielkiego przygnębienia i pokus, a to dlatego, aby nam jako swoim dzieciom pomóc. Aby nas jako prawdziwa Matka nauczyć jakie jest nasze główne zadanie tutaj na ziemi. A jest nim modlić się i nigdy nie przestawać się modlić… Kto się tego nauczył, nauczył się wszystkiego! Dobrze ktoś powiedział: Właściwie potrafi żyć tylko ten, kto potrafi właściwie się modlić!

     Matka Boża rzeczywiście jest niestrudzona w wezwaniach do modlitwy. Wszystkie orędzia medziugorskie są w mniejszym lub większym stopniu wezwaniem do modlitwy. Setki razy, na różne sposoby Matka Boża będzie nas wzywać, abyśmy zrozumieli tę swoją najbardziej wzniosłą powinność. Wiele orędzi jasno na to wskazuje:

„Drogie dzieci!... Wzywam was do szczerej modlitwy sercem, tak by wasza modlitwa była spotkaniem z Bogiem. Dajcie Panu Bogu pierwsze miejsce w pracy i w życiu codziennym!” (25 grudnia 1987).

„Drogie dzieci! Dziś wzywam was do modlitwy sercem. Przez ten okres łask pragnę, by każde z was złączyło się z Jezusem. A bez nieustannej modlitwy nie możecie odczuć piękna i wielkości łask, które Bóg wam chce dać. Dlatego, dziatki, przez cały czas napełniajcie wasze serca nawet najmniejszymi modlitwami (…) Jestem z wami i nieustannie czuwam nad każdym sercem, które mnie się oddaje” (25 lutego 1989).

„Wzywam was ponownie do modlitwy sercem. Niechaj wasza, drogie dzieci, modlitwa będzie codziennym pożywieniem szczególnego rodzaju, skoro praca na roli tak was wyczerpuje, że nie możecie modlić się sercem. Módlcie się, a wtedy przezwyciężycie każde zmęczenie. Modlitwa będzie dla was radością i odpoczynkiem” (30 maja 1985).

„Dzisiaj wzywam was do modlitwy sercem, a nie z przyzwyczajenia… niektórzy przychodzą, ale nie chcą pogrążyć się w modlitwie. Dlatego pragnę was przestrzec jako Matka: módlcie się tak, by modlitwa zawładnęła waszymi sercami w każdym momencie…” (2 maja 1985).

„Drogie dzieci! Ta parafia, którą wybrałam, jest szczególna i różni się od pozostałych. I ja daję wielkie łaski tym, którzy się modlą sercem…” (6 lutego 1986).

„Drogie dzieci! Także dziś wzywam was, byście modlili się całym sercem i swoje życie z dnia na dzień odmieniali…” (13 listopada 1986).

„Drogie dzieci! Serca swoje zwróćcie ku modlitwie i dążcie do tego, by Duch Święty spłynął na was…” (9 maja 1985).

„Drogie dzieci! Módlcie się, gdyż szatan wciąż pragnie pogmatwać moje plany. Módlcie się sercem i w modlitwie ofiarujcie Jezusowi siebie" (11 sierpnia 1984)

"W tych orędziach (Matki Bożej) widzimy jak (Ona) prowadzi nas do głębi modlitwy: do modlitwy sercem, do modlitwy miłości. Mówi o przeżywaniu radości w modlitwie, o wychwalaniu Boga o dziękowaniu i rezultatach adoracji Najświętszego Sakramentu, o rozważaniu męki Chrystusa, o modlitwie pod krzyżem, o rozważaniu tajemnic Różańca, o długiej i żarliwej modlitwie połączonej z postem – aby niemożliwe było wypełnienie planu szatana, o modlitwie która pokonuje nieszczęścia i szatana, która daje siłę w pokusach, daje uzdrowienia, nawrócenia i pomoc bliźnim” (Janko Bubalo, „Świadectwa”, str. 119-120).

     Matka Boża pragnie, aby modlitwa była dla każdego z nas radością, łaską, pokrzepieniem, pocieszeniem i duchową strawą na życiowej drodze. Modlitwa jest wszechmocna. Ona była i pozostała najsilniejszą bronią przeciwko złu, grzechowi i wszystkim nieszczęściom. Wszyscy jesteśmy zaproszeni i wszystkich nas Matka Boża dzień po dniu pragnie prowadzić do Jezusa, który jest naszą radością, szczęściem i życiem. Innymi słowy, Matka Boża chce nas prowadzić drogą świętości:

„Drogie dzieci! Wiecie, że pozostałam tutaj tak długo z waszego powodu, aby nauczyć was, jak stawiać kroki na drodze do świętości. Dlatego, drogie dzieci, módlcie się bez ustanku i żyjcie wszystkimi orędziami, które wam daję…” (1 stycznia 1987).

„Drogie dzieci! Jesteście ludem wybranym i Bóg dał wam wiele łask. Nie jesteście świadomi każdego przesłania, które wam przekazuję. Teraz pragnę powiedzieć jedynie: módlcie się, módlcie się, módlcie! Nie wiem, co mam wam innego powiedzieć, gdyż was kocham i pragnę, byście w modlitwie dostrzegli miłość moją i Bożą” (15 listopada 1984).

To niestrudzone i ciągłe wezwanie do modlitwy pomaga nam, abyśmy łatwiej zrozumieli co ofiarowuje nam Bóg i czego od nas oczekuje.

„Bez modlitwy nie możecie zrozumieć tego wszystkiego, co Bóg planuje przez każdego z was” (25 kwietnia 1987).

„Jeżeli się nie modlicie, nie będziecie mogli odkryć mojej miłości i planów, które Bóg ma wobec tej parafii i wobec każdego z was” (25 listopada 1987).

„Módlcie się, tylko się módlcie i nie ustawajcie nawet na chwilę. Będę prosiła mego Syna o to, by spełniły się moje plany, które rozpoczęłam. Bądźcie cierpliwi i wytrwali w modlitwach!” (14 stycznia 1985).

„Drogie dzieci! Dzisiaj was wszystkich wzywam do modlitwy. Bez modlitwy, drogie dzieci, nie możecie odczuć ani Boga, ani Mnie, ani miłości, którą daję. Dlatego wzywam was, żebyście zaczynali i kończyli dzień modlitwą. Drogie dzieci, pragnę was prowadzić dzień po dniu jak najdalej w modlitwie, ale nie możecie wzrastać, o ile jej nie zachowacie. Wzywam was, drogie dzieci, żeby modlitwa zajmowała w was pierwsze miejsce” (3 sierpnia 1986).

„Dziękuję wam za wszystkie modlitwy! Módlcie się nadal coraz goręcej, wtedy szatan będzie oddalony od tego miejsca. Drogie dzieci, plan szatana przepadł. Módlcie się, by spełniło się to, co Bóg zamierza w tej parafii” (5 września 1985).

„Módlcie się, drogie dzieci! Tylko w ten sposób będziecie mogli poznać całe zło, jakie jest w was i oddać je Panu, aby Pan mógł oczyścić całkowicie wasze serca. Dlatego, drogie dzieci, módlcie się nieustannie i przygotowujcie serca w pokucie i poście” (4 grudnia 1986).

Szczególnie ważne jest to co Matka Boża mówi w pierwszym miesięcznym orędziu:

„Drogie dzieci! Oto i dziś pragnę was wezwać do tego, byście od zaraz wszyscy zaczęli żyć nowym życiem. Drogie dzieci, pragnę, abyście zrozumieli, że Bóg wybrał każdego z was, by go użyć w wielkim planie zbawienia ludzkości. Wy nie możecie pojąć, jak wielka jest wasza rola w planie Bożym. Dlatego, drogie dzieci, módlcie się, żebyście w modlitwie mogli zrozumieć plan Boży względem was. Jestem z wami, żebyście go mogli w pełni urzeczywistnić” (25 stycznia 1987).

     Wielką rzeczą jest wiedzieć, że jesteśmy wybrani i że Bóg poważnie się nami liczy. To wybranie nas możemy odkryć tylko w modlitwie i wypełnić plan, który Bóg ma wobec nas. Dlatego modlitwa powinna być dla nas życiem! Matka Boża mówi:

„Wzywam was do modlitwy. Przez modlitwę, dziatki, otrzymacie radość i pokój. Przez modlitwę będziecie bogatsi w łaskę Bożą. Dlatego, moje dziatki, niech modlitwa będzie życiem dla każdego z was. Szczególnie wzywam was, byście się modlili za tych wszystkich, którzy są daleko od Boga, żeby się nawrócili. Wtedy wasze serca staną się bogatsze, ponieważ Bóg będzie władał sercami wszystkich ludzi. Dlatego dziatki, módlcie się, módlcie się, módlcie się! Niech modlitwa zapanuje w całym świecie!” (25 sierpnia 1989).

„Poświęcajcie czas tylko Jezusowi, a On da wam wszystko, czego szukacie. On wam się objawi w pełni” (25 września 1987).

     Zawsze kiedy Matka Boża wzywa nas do modlitwy, wzywa nas tak naprawdę do tego, abyśmy nieodwołalnie zdecydowali się na Boga, na życie z Bogiem. Wzywa nas do tego, abyśmy całym sercem i życiem otworzyli się na Boga, to jest pozwolili Mu, aby pojawił się w naszym życiu. Ona wzywa nas do całkowitego oddania. Musi być dla nas jasne, że właściwej i prawdziwej modlitwy nie ma bez zdecydowania się na Boga, bez oddania się i otworzenia się na Jego łaskę i działanie Ducha.

„Otwórzcie się na Boga i przekażcie Mu wszystkie wasze trudności i krzyże, aby Bóg przemienił wszystko w radość. Dziatki, nie możecie otworzyć się na Boga, jeżeli się nie modlicie. Dlatego zdecydujcie się od dzisiaj przeznaczyć pewien czas w ciągu dnia tylko na spotkanie z Bogiem w ciszy…” (25 lipca 1989).

„Wzywam was do życia z Bogiem i pełnego oddania się Jemu… Bóg nie pragnie od was niczego poza oddaniem. Dlatego, dziatki, zdecydujcie się poważnie na Boga, bowiem wszystko inne jest przemijające…” (25 maja 1989).

„Wzywam was, abyście zdecydowali się na Boga i żebyście z dnia na dzień odkrywali w modlitwie Jego wolę…” (25 czerwca 1990).

 


     Kontynuujemy pisanie i rozmyślanie o modlitwie. Rozważmy w paru akapitach Modlitwę Pańską. Ojcze Nasz jest najbardziej znaną modlitwą powszednią, podstawową modlitwą, którą każdy świadomy wierzący katolik zna na pamięć. Jest to modlitwa powszechna, miliony razy wypowiadana każdego dnia. Ojcze Nasz nazywamy Modlitwą Pańską, ponieważ ofiarował nam ją sam Pan. A Panem nazywamy Boskiego Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Ojcze Nasz jest rzeczywiście Boską modlitwą, ponieważ nauczył nas ją odmawiać sam Jezus. Na prośbę apostołów: Panie, naucz nas się modlić! - Jezus odmawia Ojcze Nasz.

 

Medjugorje

 

     Jezus Chrystus modlił się w szczególny i nadzwyczajny sposób, swoim uczniom też polecił się modlić. Również nas uczy modlitwy. Bez Niego i posłuszeństwa Jego przykazaniu, nie ma prawdziwej modlitwy. Dlatego na pytanie o ważność i sens modlitwy, Jezus daje odpowiedź w modlitwie Ojcze Nasz. Jezus uczy nas, że nasz Bóg jest dobrym i miłosiernym Ojcem, który kocha nas bezgranicznie. On z miłości powołał nas do życia. Pragnął każdego z nas i bardzo nas kocha. Dlatego ma prawo wymagać od nas żywej wiary, całkowitego oddania się i ufności w to, że On nas kocha, że nas miłuje, że życzy nam wszystkiego najlepszego, że pragnie nas uczynić szczęśliwymi. Wielką rzeczą jest umieć to przyjąć. Pragnie, abyśmy nazywali Go Ojcem, abyśmy błogosławili Jego imię, abyśmy zapragnęli Jego królestwa i szukali Jego woli, abyśmy oczekiwali od Niego życia. Następnie uczy nas, abyśmy poprosili Ojca o wybaczenie, abyśmy się z Nim pojednali i pozwolili na to, że znów stanie się źródłem naszego życia.

     W modlitwie Ojcze Nasz mamy siedem próśb. W pierwszej części modlimy się: święć się imię Twoje, przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja. Dalej następuje zawołanie: chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj.

     W drugiej części modlimy się: odpuść nam nasze winy, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego! Tak więc, w pierwszych trzech wezwaniach modlimy się o Bożą rzeczywistość dla naszego życia. Modlimy się o to, czego pragnie Bóg, co jest naszym życiem, szczęściem i zbawieniem. W kolejnych trzech zawołaniach prosimy o to, aby Bóg pozwolił nam na przyjęcie tego, o co się modlimy. Jezus wraz z modlitwą Ojcze Nasz dał nam jasną odpowiedź na pytanie jak powinniśmy się modlić. Jest to podstawowy model każdej chrześcijańskiej modlitwy. Każda nasza modlitwa powinna wzorować się na modlitwie Ojcze Nasz. Dopiero wówczas będziemy modlić się tak, jak pragnie tego Jezus.

     Jezus nie mówi módlcie się o to, ale tak się módlcie (por. Mt 6,9).

    Św. Augustyn podkreśla, że Ojcze Nasz to modlitwa, która powinna być w każdej naszej spontanicznej i wyuczonej modlitwie. Wolno nam się modlić na różne sposoby, ale nigdy inaczej niż tak, jak uczył nas Jezus. Oznacza to, że każda nasza modlitwa musi zawierać części modlitwy Ojcze Nasz. Przez to potwierdza on, że nie jest to modlitwa, której powinniśmy się nauczyć na pamięć i recytować, ale modlitwa, którą powinniśmy znać, aby jej używać w każdej innej modlitwie. Jest to modlitwa, która ma w sobie wszystko to, co jest ważne dla każdej prawdziwej i właściwej modlitwy (por. Tomislav Ivančić, „A wy tak się módlcie!”, str. 21).

     Ojcze Nasz zawiera sedno wszystkich Ewangelii. W pewien sposób jest streszczeniem wszystkich czterech Ewangelii. Z tego powodu modlitwa Ojcze Nasz jest bardzo ważna. Pomaga nam prawidłowo nauczyć się modlić. Istotnie Jezus uczy nas modlitwy. Jezus często mówił o modlitwie. W szczególności zwracał uwagę na to jak należy się modlić, wytrwale i niezłomnie, wierzyć w to, o co się modlimy, tak aby modlitwa została wysłuchana, należy prosić, oczekiwać i pukać. Wciąż pytamy w jaki sposób się modlić. Chcielibyśmy bowiem zobaczyć w praktyce jak się powinno modlić. Ponieważ modlitwa jest widoczna u innych, można się jej od innych nauczyć. Tak apostołowie widzieli jak modli się Jezus i poprosili Go, aby i ich tego nauczył. A On im powiedział: „Tak się módlcie!”, i odmówił Ojcze Nasz (por. Łk 11, 1-13). Tu jest odpowiedź na pytanie jak się modlić.

     Modlitwę Ojcze Nasz możemy odmawiać na różne sposoby, odmawiamy ją recytując co jest zwyczajowo przyjęte, gdy modlimy się razem. Możemy odmawiać Ojcze Nasz głośno lub cicho, medytując, powoli, wchłaniając fragmenty tej Boskiej modlitwy. Modlitwę Ojcze Nasz możemy też odmawiać tak jak odmawia się spontaniczne modlitwy, ale wypowiadając je pozostajemy w ramach modlitwy Jezusowej. O jednym nie możemy zapominać. Abyśmy nauczyli się dobrze odmawiać tę modlitwę, konieczne jest jej poznanie, wejście w jej głębię i szerokość i w końcu modlenie się, abyśmy mogli ją właściwie przyjąć. Ważne jest modlić się sercem i z miłością. To czy odmawiamy ją tylko ustami, bez serca, bez miłości, czy tak odgadujemy słowo Jezusa, że mamy się modlić wyliczając wiele modlitw, plotąc coś. Nie zostaniemy wysłuchani z powodu wielu słów, ale z powodu prawdziwego zawołania z całego serca.

     Modlitwa zawsze powinna być przyjemną rozmową z Bogiem. Modlitwa pomaga nam spotkać się z Bogiem, abyśmy mogli z Nim porozmawiać. Modlitwa jest patrzeniem na twarz Boga, słuchaniem Jego słów i odpowiadaniem na Jego pytania. Modlitwa jest więc komunikowaniem się z Bogiem. W modlitwie Bóg jest obecny i mi jesteśmy obecni. Dlatego modlitwa łączy Niebo z ziemią. Jest przyjaźnią człowieka z Bogiem. Jest zstępowaniem Nieba na ziemię lub wznoszeniem się ziemi do Nieba. Modlitwa jest dlatego Bożym darem dla człowieka.

     Bóg stworzył człowieka z miłości, a kiedy człowiek odłączył się od Niego i stał się niezdolny do komunikowania się z Nim, a w związku z tym narażony na śmierć, Bóg w swojej dobroci zszedł do ludzi, ukazał im się i rozpoczął z nimi rozmowę. Modlitwa jest więc Bożym darem dla człowieka, Bożą inicjatywą, aby człowieka uratować przed śmiercią. Ponieważ w modlitwie i po modlitwie Bóg ofiarowuje się człowiekowi, możemy powiedzieć, że modlitwa jest wielka jak i sam Bóg. Lub inaczej, że człowiek jest największy w modlitwie. Dlatego modlitwa może zmieniać świat, wszystkich ludzi i każdego człowieka, może wstrzymywać wojny, grzeszników zmienić w prawych ludzi, chorych w zdrowych, nieszczęśliwych w szczęśliwych, śmiertelnych w nieśmiertelnych, upadłych w zbawionych. Modlitwa to przestrzeń, w której Królestwo Boże znajduje swoje miejsce. Po modlitwie Bóg może działać, zaopiekować się człowiekiem i pomóc mu. Modlitwa jest w związku z tym otwieraniem drzwi żywemu Bogu, aby pomógł człowiekowi i ludzkości. Matka Teresa podkreśla, że Bóg może nam pomóc tylko jeśli Go poprosimy. Jeśli Go nie prosimy, nie może nam pomóc, ponieważ szanuje naszą wolność. Bóg nie może być przeciwko naszej wolności. Błogosławiony Jan Paweł II mówi, że modlitwa jest drzwiami, przez które Duch Święty wstępuje w człowieka. Tam, gdzie się modlimy, Duch Święty jest obecny i aktywny.

     „Możemy słusznie powiedzieć, że modlitwa jest największą siłą, jaką może posiadać człowiek. Modlitwa może zniszczyć zło wokół nas i w nas. Jezus mówił, że istnieją złe duchy, które tylko postem i modlitwą można wyrzucić (por. Mk 9, 29). Obiecał również, że otrzymamy Ducha Świętego, kiedy tylko Go poprosimy (por. Łk 11,13). Poprzez modlitwę zatem przyoblekamy się w siłę Ducha Świętego i stajemy się znów panami swojego życia, natury i wszechświata. Poprzez modlitwę stajemy się autentycznymi dziećmi Bożymi” (Tomislav Ivančić, str. 22-23).

Anna z Münster doświadczyła Bożej miłości

     Anna, urodzona jako drugie dziecko w dobrej katolickiej rodzinie, opowiada co przydarzyło się w sanktuarium w Medziugorju. „Mnie i mojego brata rodzice wychowali w wierze. Ogólnie, miałam wspaniałe dzieciństwo. Matka była dla mnie naprawdę dobra, ale niestety pod względem emocjonalnym bardzo okaleczona. Nigdy nie mogła do końca dać i pokazać mi miłości, delikatności i uwagi. Miała swoje własne wyobrażenia i oczekiwania, które mniej lub bardziej nam narzucała, zwłaszcza w sprawie wiary nie mieliśmy wyboru. Pomimo tego, jako dziecko miałam bardzo dobry stosunek do Boga. Chętnie się modliłam i słuchałam opowieści o życiu Jezusa i o Matce Bożej. Byłam dumna ze swojej wiary. Chociaż moi przyjaciele nie chodzili do kościoła, szanowali to. W dzieciństwie znalazłam w wierze wielkie bezpieczeństwo.

Zbudowałam wokół siebie „mur”

     Z czasem wszystko stawało się dla mnie coraz bardziej jasne, że moja relacja z matką nie jest tak dobra jak u moich przyjaciółek. Ich matki zawsze chętnie je przytulały i były dla nich prawdziwymi przyjaciółkami. Bardzo mnie to bolało. Pamiętam, że bałam się przyjść w nocy do łóżka matki. Ale mama tylko zmieniała łóżko i tak ja leżałam w jej, a ona w moim łóżku. Często mama po prostu nie potrafiła zachowywać się inaczej. Ignorowała mnie. Moi rówieśnicy nierzadko wytykali mnie lub przezywali z powodu mojego wyglądu, ubrania, figury… Nawet dla babci nie byłam ważna, we wszystkim bardziej ceniła mojego brata. Wszystko to doprowadziło mnie do załamania i utraty pewności siebie. Od 13 roku życia zaczęłam palić i pić alkohol. Wybudowałam wokół siebie ‘mur’ i byłam coraz bardziej okrutna i chłodna. W staniu upojenia łatwo było przekroczyć każdą granicę i robić to, co ci się podoba. W takim stanie łatwo zapominałam o każdym lęku i poczuciu niskiej wartości i wkrótce wszędzie byłam kochana i akceptowana. Kiedy skończyłam 14 lat, u mojej mamy zdiagnozowano raka. Często przebywała w szpitalach i sanatoriach. Był to dla mnie wielki szok, ponieważ zawsze z chorobą tą wiązałam śmierć. Choroba zabrała matce wszystkie siły. Jeszcze mniej była w stanie być ‘prawdziwą’ matką. Tyle razy była zimna i nieprzychylna mi, ale po to, aby uchronić mnie przed okrucieństwem tej choroby. Pustka w moim sercu stawała się coraz większa, a wołanie o miłość w moim wnętrzu coraz głośniejsze. Poczułam, że coś się ze mną dzieje, kiedy przyjaciółki mnie przytulały. Tęskniłam za tym, aby to uczucie trwało wiecznie. Ogarnął mnie wielki strach, że może stanę się lesbijką.

Traciłam zaufanie do Boga.

     W tamtym czasie moim głównym rozmówcą był telewizor, mogłam więc śledzić jak w licznych filmach i programach powszechnie pochwala się homoseksualizm. Brzydziłam się zauważając takie odczucia u siebie. Pierwszy raz w życiu upadłam na kolana i zawołałam do Boga, aby nie pozwolił na to złe przeczucie. Zostałam w modlitwie, ze łzami w oczach. Ale Bóg, tak jakby pozostał głuchy. Zaufanie do Boga było coraz mniejsze. Msza i modlitwa nie znaczyły już dla mnie wiele. Były to tylko obowiązki, które należy wypełnić. Myślałam: ‘Bóg mnie nie słyszy i nie widzi. Jeśli istnieje, nie troszczy się o mnie. On jest w niebie, ja tutaj na ziemi i muszę się sama odnaleźć. Dlaczego Bóg miałby być inny od ludzi?’ Zaczęłam zatem samą sobą pogardzać. Unikałam spojrzenia w lustro nie znosząc tego, co bym mogła zobaczyć. Wkładałam maskę za maską, aby ukryć swoje prawdziwe oblicze. Stałam się okrutna, a wobec innych ludzi złośliwa i bezczelna. W pewnych chwilach umiałam jeszcze pokazać się ludziom jako zadowolona i silna, ale w głębi duszy byłam złamana. Moja dusza zaczęła umierać. Na imprezach wciąż przebywałam jeszcze w towarzystwie młodzieńców, dlatego coraz bardziej traciłam czystość serca. Kiedy skończyłam 18 lat, mama zrezygnowała z chemioterapii, chcąc spędzić ostatnie dni swojego życia w kręgu rodziny. Były to najstraszniejsze trzy miesiące w moim życiu. Drugi raz upadłam na kolana i zawołałam do Boga. I tym razem tak jakby Bóg mnie nie słyszał… Mama zmarła, a wraz z nią również wszystkie moje uczucia. Jeszcze częściej sięgałam po alkohol, zaczęłam też próbować rożnych narkotyków. W weekendy byłam pijana, próbując zachować obraz wesołej dziewczyny, ale jednocześnie wpadłam w depresję, gdyż zgubiłam cel swojego życia, coraz bardziej oddalając się od Boga.

Pod krzyżem poczułam, że zalewa mnie bezkresna Boża miłość.

     Latem 2000 roku wpadła mi w ręce ulotka, na której reklamowana była podróż do Maryjnego Sanktuarium w Medziugorju. Tu zobaczyłam swój ostatni ratunek. Pojechałam do Medziugorja mając nadzieję na uzdrowienie ze wszystkich pogmatwanych uczuć. Jednego dnia poszliśmy na wzgórze, gdzie stoi duży, biały krzyż. Wszyscy, którzy byli z nami chcieli przekazać swoje troski Jezusowi. Kiedy podeszłam do krzyża i uklęknęłam, poczułam że zalewa mnie bezkresna miłość. Boża miłość jest znacznie większa, aniżeli można to opisać słowami. Mogłam jeszcze tylko płakać. Wtedy zaśpiewali Gdziekolwiek jestem, Ty już tu byłeś. Chociaż uciekam, Ty jesteś blisko mnie. Cokolwiek pomyślę, Ty już to wiesz. Cokolwiek poczuję, Ty zrozumiesz… dziękuję Ci, że mnie znasz i pomimo tego kochasz…

    Tak jakby Jezus wypowiedział mi całą swoją miłość, której w ciągu całego życia mi odmawiano, tak jakby mi mówił: ‘Nigdy nie zostawiłem cię samej! Cierpiałem z tobą i płakałem z tobą! W żadnej chwili nie byłaś dla mnie nieważna!’ Wierzyłam Jezusowi. W spowiedzi przyjęłam błogosławieństwo, decydując się rozpocząć nowe życie. Poczułam się tak, jakby pomału pękały wszystkie okowy i łańcuchy. Po pielgrzymce zaczęłam się modlić, pościć i uczęszczać na Mszę. W tygodniu próbowałam poruszać się podwójnymi ścieżkami, żyć wiarą, ale nadal prowadzić stare życie pijąc zbyt wiele… Szybko zrozumiałam, że te dwie drogi prowadzą donikąd. Nie umiałam żyć zgodnie z Bożymi przykazaniami i chodzić na imprezy. Po trzech miesiącach znów pojechałam do Medziugorja, aby podjąć życiową decyzję. Ponownie doświadczyłam Bożej miłości, ale też nie od opisania miłości Matki Bożej. Relacja z Nią jako Matką Niebieską pomogła mi przebaczyć mojej własnej matce. Wyleczyłam się z depresji i uzależnienia od alkoholu. Mogłam samą siebie przeprosić. Rozpoznałam, że każde moje odczucie było wołaniem za miłością i bezpieczeństwem. Wyciągnęłam wniosek, że uścisk z przyjaciółkami był potwierdzeniem, że i ja jestem ‘kimś’. Dzięki intensywnemu życiu duchowemu przeżyłam głębokie uzdrowienia wszystkich swoich uczuć. Nie stało się to w jednej chwili. Potrzeba było czasu. Był to Jezus, który po spotkaniu z Jego świętą Matką, wszystko we mnie wyleczył ”.


 

     Modlitwa Pańska lub Ojcze Nasz rozpoczyna się wezwaniem "Ojcze Nasz". Jezus wskazuje nam przez to, że modlitwa rozpoczyna się myślą o Bogu i bezpośrednim zwróceniem się do Boga. W tym wszystko jest zawarte. Tu kryją się wszystkie tajemnice i niewypowiedziane bogactwo, bezkresna miłość, wszystko to, bez czego nie możemy wyobrazić sobie ani świata, ani siebie.

 

Medjugorje

 

     Kiedy nazywamy Boga swoim Ojcem, wówczas myślimy o Tym, który jest wszechmogącym i wszechwiedzącym Stworzycielem, świętym i wiecznym Panem, sprawiedliwym Sędzią, doskonałą miłością, niezmierzonym miłosierdziem, niewypowiedzianą dobrocią. Gdy mówimy: Ojcze, stajemy się świadomi, że jesteśmy kochanymi i upragnionymi dziećmi. Bóg nas chciał, planował nas, pragnął, abyśmy przyszli na świat. Każdego poznał osobiście. Ukształtował nam ciało, podarował nam nieśmiertelną duszę i wszystkie uzdolnienia oraz określił, do jakiego narodu będziemy należeć. Bóg jest miłością i z miłości stworzył nas na swój obraz. Obdarzył nas rozumem i wolną wolą. Mamy nieśmiertelną duszę. Jesteśmy Jego dziećmi siłą ofiarnej miłości. Dlatego każdy z nas jest dla Boga najdroższym istnieniem.

     Kiedy wypowiadamy Ojcze Nasz, nawiązujemy komunikację z Bogiem, który jest naszą jedyną nadzieją i radością, przyszłością i zbawieniem. Modląc się Ojcze Nasz uświadamiamy sobie, że do Boga nie możemy dojść jeśli nie jesteśmy w miłości i pokoju ze wszystkimi. To oznacza, że nie możemy prawidłowo modlić się Ojcze Nasz jeśli od serca nie wybaczymy wszystkim, którzy nas zranili. Tak modlitwa ta pomaga wszystkim rozpoznawać się jako prawdziwi bracia i siostry.

Boże wybaczenie jest bezmierne

 „Modląc się i w modlitwie wołając Ojcze, stajemy się świadomi, że odwróciliśmy się od Boga i wpadliśmy w zło i śmierć, ale Ojciec poszedł za nami jak za najdroższym dzieckiem i wybawił nas od zła. Nie tylko nawrócił nas na słuszną drogę, ale również posłał swojego jedynego Syna, aby wszedł w nasz świat, i aby razem z Nim zaprowadzić nas do życia Bożego. Modląc się Ojcze Nasz stajemy się świadomi, że Jezus stał się człowiekiem, że w łonie matki, Błogosławionej Dziewicy Maryi, przyjął ludzką naturę i w niej każdego człowieka. Wszedłszy tak w nas, a my w Niego, możemy razem radośnie wołać Ojcze! Bóg widzi w nas swojego jedynego Syna, Jezusa Chrystusa i w Nim widzi każdego z nas. Słowo Ojcze przypomina nam też, że Ojciec zrobił wszystko, aby uwolnić nas od winy, cierpienia, śmierci i wiecznej zagłady. Zrobił wszystko, aby znów zwrócić nas ku naszemu sensowi, szczęściu, ku samym sobie. Posłał swojego Syna, aby zabrał nasze grzechy i winy, nasze boleści i cierpienia, naszą śmierć, nasze przekleństwa i naszą bezsilność. Wszystko to Jezus Chrystus zabrał wraz ze swoją śmiercią (por. Rz 6, 4). Pogrzebał we własnym grobie naszą wrogość wobec Boga, i tak stary świat na zawsze zniknął, aby powstał nowy” (Tomislav Ivančić, A wy tak się módlcie!, str. 56-57).

     Wina człowieka jest bezmierną obrazą Boga. Dlatego Boże wybaczenie jest bezmierną Bożą miłością wobec nas. A bezmierną Bożą miłością jest w istocie Duch Święty. Boża miłosierna miłość, Boże współczucie wytrzymały bezmierny ból, który im sprawiliśmy i przez ten ból zrodziły miłość Bożego serca dla nas. Aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich – mówi Jezus (por. J 17, 26). Odkąd Jezus stał się człowiekiem, Bóg taką samą miłością może miłować nas i swojego Syna. „Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5, 5). Tak Bóg Ojciec również to, czym jest Jego zamiar zbawienia, przemienił w nieprawdopodobny czyn miłości Bożej. Bóg prowadzi nas przez łono tej ziemi, przez łono rodziców, jak i przez łono grzechu, śmierci i winy, ale również przez łono odkupienia i zbawienia – wszystkich do Siebie.

Kiedy wypowiadamy słowo Ojcze, przypominamy sobie, że nasza ojczyzna jest w niebie

     Celem wszystkiego jest zmartwychwstanie, które jest dla nas realizowane w Jezusie Chrystusie (por. 2 Kor 3, 18). Dlatego modlitwa Ojcze Nasz przypomina nam fakt, że Bóg poprzez zmartwychwstanie Chrystusa na nowo stworzył świat. Świat żyje na nowym poziomie, mówią Ojcowie Kościoła, na poziomie Chrystusowego odkupienia po Jego zmartwychwstaniu (por. Ef 2, 4-10). Ten nowy poziom odkrywany jest już we wszystkich, którzy idą śladem Jezusa Chrystusa, w apostołach, w męczennikach i świętych, aż do dnia dzisiejszego. W nich zauważamy zadziwiającą moc i siłę, których nie ma żadna religia. W końcu, gdy mówimy do Boga Ojcze, przypominamy sobie, że jesteśmy Ciałem Jego Syna, Kościołem. Jako Ciało, jesteśmy ożywieni Duchem Świętym, który w Dniu Zesłania Ducha Świętego został przelany na cały Kościół, tak że Kościół ma duszę, życie z Ducha Świętego. Dlatego Kościół od Dnia Zesłania Ducha Świętego jest nowym światem (por. Ef 2, 10; 2 Kor 5, 17). Jest on nową ludzkością, nową możliwością świata. Jest on Bożym usynowionym światem. Jako Ciało Jezusa Chrystusa, jako nowy naród Boży, Kościół czyni i powinien czynić dzieła Jezusa, aby objawione zostały zaczątki zmartwychwstania Chrystusa w nas (por. Ef 2, 10). Wreszcie, kiedy mówimy i wypowiadamy słowo Ojcze, przypominamy sobie, że nasza ojczyzna jest w niebie, że idziemy na spotkanie niesłychanemu bogactwu, szczęściu i spełnieniu wszystkich ludzkich pragnień i tęsknot. Tutaj, na ziemi jesteśmy dopiero w drodze, ale idziemy na spotkanie ojczyzny i swojego prawdziwego życia. Modląc się Ojcze wielokrotnie wychodzimy ze starego i wchodzimy w nowy świat. Wypowiadając Ojcze zwyciężamy świat, który nas pęta, zrywamy się z niewoli diabła i śmierci, decydujemy się podróżować dzielnie i odważnie do ojczyzny. Tak stajemy się zdolni również do darowania życia za ojczyznę, wiedząc, że śmierć jest tylko zyskiem, a my tu na ziemi mamy „żyć Chrystusem” (por. Flp 1, 21;  Ef 2, 10; List do Ga 6, 14; 2 Kor 4, 10).

Bóg jest jak matka, która troskliwe czuwa nad swoim dzieckiem

     Dopóki żyjąc na ziemi jeszcze podróżujemy, jesteśmy świadomi, że nie jesteśmy tylko ludźmi, ale i dziećmi Bożymi. Dlatego nie możemy być w niewoli nikogo i niczego, ale wszystkim władać i być pokornym tylko wobec Boga Ojca… Jezus powiedział nam jasno, że więcej nie nazywa nas sługami, ale przyjaciółmi (por. J 15, 15). Jakiż to dar – jesteśmy przyjaciółmi Jezusa. „Modląc się Ojcze Nasz stajemy się tym, czym w swojej głębi, w tęsknocie już jesteśmy i czym powinniśmy się w pełni stać. Dlatego przestrzeń Ojcze Nasz jest przestrzenią, w której człowiek może się doskonale zrealizować. To jest przestrzeń, w której ziemia i wszechświat oczekują, że człowiek skieruje się ku Bogu, aby również wszystko wokół niego i wszystko nad czym człowiek włada zostało uwolnione od rozpadu, śmierci i zaczęło żyć. Gdy wierzący wypowiada słowa Ojcze Nasz, to tak jakby wypowiadała je z nim cała przyroda, cały wszechświat drży, cała ludzkość woła i tęskni za przyjściem do Ojca” (Tomislav Ivančić, A wy tak się módlcie!, str. 58-59). Gdy modlimy się Ojcze Nasz, stajemy się świadomi, że Ojciec jest przepełniony współczuciem wobec nas. Przychodzi do nas jak najlepszy pasterz, pilnuje każdego i zbawia nas. Bóg jest jak matka, która troskliwe czuwa nad swoim dzieckiem. Jak najlepszy przyjaciel, przyjął nas w swoje ręce, woła nas po imieniu, mówi nam że, kiedy matka mogła by zostawić swoje dziecko, On nas nigdy nas nie zostawi, ponieważ umiłował nas wieczną miłością i dlatego zachował nam łaskę. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne! (por. J 3, 16). Naprawdę nie ma bardziej radosnej wiadomości od tej, że modląc się Ojcze Nasz uświadamiamy sobie, że Bóg nas tak umiłował, jak miłuje swojego Jednorodzonego Syna.

Bóg jest tam, gdzie jest doskonała miłość

     Kiedy modlimy się Ojcze Nasz, który jesteś w niebie, oznacza to, że Bóg jest doskonałą istotą duchową i że jest wszędzie, albo mówiąc dokładniej, wszystko jest w Nim. Jest On, doprawdy, jako w niebie, tak i na ziemi. Przez to Jezus daje nam do zrozumienia, że Bóg jest Tym, który jest ponad wszystko, ale który jest też we wszystkim, wszystko przenika, wszystko widzi, wszystko dzierży w swojej dłoni. Jezus mówi, że Bóg jest duchem i wszyscy, którzy oddają Mu cześć, powinni oddawać Mu cześć w Duchu i prawdzie (por. J 4, 24). Bóg jest najdoskonalszą istotą. Stworzycielem nieba i ziemi. Wszystkim co najszlachetniejsze, najdoskonalsze, najbardziej wzniosłe, najwykwintniejsze, najbardziej zadziwiające, najlepsze, przepełnione współczuciem, dobrem, miłością, miłosierdziem, wiernością, prawdą, potęgą, wspaniałomyślnością i radością – tym jest Bóg. Tam gdzie znajduje się absolutne dobro, tam jest Bóg. On jest ponad wszystkim, co stworzone, ponad wszystkim co ograniczone, ponieważ wszystko jest Jego dziełem. On sam jest nie stworzony i odwieczny. On jest najbardziej wzniosły i wszystkowiedzący. On jest niepojęty, nie można Go oszukać. On jest samą świętością, samą łaską, samą delikatnością i miłością. Wyrażenie „w niebie” oznaczałoby najczystsze przestrzenie, które są całkowicie udoskonalone duchem, które pod każdym względem są najwyższym pięknem, czystością, dobrem i świętością. Bóg jest tam, gdzie jest wszystko najdoskonalsze. On jest tam, gdzie jest doskonałe dobro i bezmierna miłość. Jeszcze lepiej jest powiedzieć – Bóg sam jest doskonałością, On jest niebem, On sam jest niebem, w którym przebywamy na zawsze. Niebo jest tym, czym i życie wieczne. Jezus mówi: „ A to jest życie wieczne, aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa!” (J 17, 3). Życie wieczne jest w tym, że rozpoznajemy Boga.

 


 

Święć się Imię Twoje

      „Święć się Imię Twoje” jest pierwszą prośbą modlitwy Ojcze Nasz. Jak rozumieć te słowa? Czym jest świętość? Świętość jest przede wszystkim łaską, darem, radosną wspólnotą z Bogiem. To pełnia wiary i łaski, dostępność serca, które otwiera się na działanie Boga i Jego Ducha. Świętość jest miłością – rodzi się w miłości i realizuje w miłości wobec Boga i bliźnich. Miłość czyni nas podobnymi do Boga!

Medjugorje

 

     Jeśli miłość jest dążeniem woli ku rozpoznanemu dobru, szczęście składa się z posiadania dobra, które kochamy. Świętość jest stopniem w miłości. Dobroć nie jest niczym innym prócz miłości, którą chce się ofiarować drugiemu. Święty jest tym, który jest doskonały, wzniosły, który jest pełnią dobroci, łaski i miłości. Świętym jest ten, którego nie może dotknąć żadne zło, grzech, mrok, nic negatywnego. Możemy powiedzieć, że święty jest tylko Bóg. Kiedy Jezus uczy nas, abyśmy wyświęcali imię Boże, pragnie nas nauczyć, że Bóg jest najświętszy oraz, że zostaliśmy powołani, aby Go szanować i sławić, wychwalać i oddawać Mu cześć, i że sami będziemy święci. Jesteśmy stworzeni na chwałę Bożą. Modląc się „święć się Imię Twoje”, osobiście się uświęcamy i stajemy się przyjaciółmi Bożymi. To znaczy wierzyć, że On nas kocha. To znaczy przyjąć odkupienie i zbawienie. Tak uwalniamy się od grzechów i możemy żyć jak prawdziwe dzieci Boże. „Tak modlitwa, w której pragniemy i chcemy, aby wyświęcone było imię Boże, przemienia się w modlitwę, która nas wybawia, odkupuje i otwiera nam serce na przyjęcie wszystkiego, co ofiarowuje nam Bóg… Święć się Imię Twoje dlatego znaczy – niech się Twoje Imię w nas zrealizuje, aby było one w nas widoczne, i abyśmy tak w jednym imieniu, Bóg i ludzkość byli razem zjednoczeni…” (Tomislav Ivančić, A wy tak się módlcie!, str. 88.). Naszym powołaniem jest być świętymi. Dziękując Bogu za wszystko, sławiąc Go i wychwalając, to jest modląc się „święć się Imię Twoje”, jesteśmy na drodze do świętości. Dlatego wszystko co robimy, robimy w imię Boga i na Jego sławę i cześć. A to będzie wówczas również nasze zbawienie.

 


 

Przyjdź Królestwo Twoje

     O czym myślał Jezus, kiedy mówił abyśmy się modlili „przyjdź Królestwo Twoje”? Królestwo Boże (Niebieskie) pierwszy zapowiedział Zwiastun Mesjasza św. Jan Chrzciciel (Mt, 3, 2). A Jezus zaczął głosić: „Czas się wypełnił i bliskie jest Królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!" (por. Mk 1, 15). To znaczy, że jest tuż przed nami. Ono jest treścią, rdzeniem Ewangelii. Mateusz wspomina go ponad 50 razy. Królestwo Boże przyszło z Jezusem Chrystusem lub, lepiej, ono jest Jezusem Chrystusem pośród nas. Jego głoszeniem Królestwa Niebieskiego rozpoczyna się nowy plan relacji Boga i ludzkiej historii. Realizowany jest plan miłości, miłosierdzia i zbawienia, którymi Bóg podnosi upadły świat i daje mu nowe życie, Boskie usynowienie. Królestwo Boże jest majestatycznym dziełem opatrzności Bożej, która prowadzi ludzi do ostatecznego celu, jedynym w swoim rodzaju dziełem Boga-człowieka, Odkupiciela. „Królestwo Boże to… sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym!” (Rz 14, 17). Ostatnie czasy, w których jesteśmy, to czasy działania Ducha Świętego. Wówczas zainicjowany został decydujący bój między „ciałem i duchem”. Królestwo Boże jest potęgą i siłą, którą Bóg wnosi do naszego świata. Królestwo Boże objawia się w dobrach zbawienia. A dobrami tymi są przebaczenie grzechów, uwolnienie lub zbawienie, odkupienie, Boskie usynowienie, nowe życie, realizowanie Bożej woli, udoskonalanie życia w przyszłym oglądaniu Boga. To jest Królestwo prawdy i życia, świętości i łaski, sprawiedliwości, miłości i pokoju.

     Do Królestwa wchodzi się przez wewnętrzne nawrócenie się, wiarę i chrzest. Królestwo Boże realizuje się stopniowo, w paru fazach. Możemy powiedzieć, że pierwszy stopień Królestwa Bożego jest w sposób niewidoczny obecny po chrzcie i sakramentach. Otwierając się na Ducha i rozwijając w wierze i miłości, osoba ochrzczona staje się przekonanym wierzącym i jednocześnie krzewicielem Bożego Królestwa. „Trzecia faza Królestwa Bożego to ta, która dokona się na końcu świata, kiedy Jezus przyjdzie w sławie aniołów i świętych, aby ostatecznie przeobrazić cały świat, aby zakończyć historię ludzkości na ziemi i rozpocząć życie wieczne. Wtedy wytarte zostaną wszystkie łzy z naszych oczu, spłacone zostaną wszystkie długi, naprawione wszystkie krzywdy. Wówczas będziemy w końcu u Ojca. Będziemy wiecznie szczęśliwi. Z powodu tego, że jesteśmy tu na ziemi, cierpimy i trapimy się, cierpliwie nosimy swój krzyż, aby kiedyś cieszyć się wiecznym szczęściem. Na pytanie co jest wewnętrzną siłą Królestwa Bożego możemy odpowiedzieć, że jest to Duch Święty. Duch Święty w nas i wokół nas Królestwo Boże. Albowiem Duch Święty jest widocznym owocem i znakiem naszego zwycięstwa po Chrystusie nad grzechem i Złym. Można powiedzieć, że Królestwem Bożym są Syn i Duch Święty, których Ojciec do nas posłał. Ojciec posłał Syna, aby nas zbawił i Ducha Świętego, aby nas uświęcił. Jezus przyszedł, aby nas, rozproszonych przez grzechy, zebrać w jedność. Duch Święty przyszedł, aby uwolnić nas od grzechów i oddalenia od Ojca, uświęcić i uczynić podobnymi do Ojca, uczynić uczestnikami przyrody Boskiej. To jest Królestwo Boże w nas i między nami” (Tomislav Ivančić, str. 98-99). Dlatego zawsze na nowo należy wołać: „Przyjdź Królestwo Twoje.” Modląc się tak, najpierw wołamy, aby Bóg uwolnił nas od upadku pod ciężarem pokus i zwodzenia. Prosimy Go również, aby wyswobodził nas od cierpień, boleści, zła, grzechów, upadków i rozpaczy.

     Królestwo Niebieskie ma niezmierzoną wartość. Jezus porównuje je do ukrytego skarbu, drogocennych pereł, dla których wszystko się sprzedaje, aby je nabyć (Mt 13, 44-46). Królestwo Boże zstępuje na nas z każdym dobrym uczynkiem, każdym gestem, w którym chcemy być posłuszni słowom Jezusa i otwarci na Jego Ducha. Wszystko, co uczyniliśmy najmniejszemu bratu Jezusa, Jezusowi uczyniliśmy i nagroda nie zostanie nam odebrana (por. Mt 25,40). A największą nagrodą jest być synem Królestwa Niebieskiego, mieć imię zapisane w niebie. „Jednak nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie". (Łk 10, 20). Nasze imiona z pewnością zostaną zapisane w niebie, jeśli będziemy starali się żyć święcie, to jest pokornie modlić się i dążyć do Królestwa Niebieskiego. Modlić się Ojcze Nasz oznacza zdecydować się na nowego człowieka i na Królestwo Boże. To znaczy otworzyć serce i wyciągnąć ręce oraz pozwolić Bogu, aby w nas działał. Modlić się „przyjdź Królestwo Twoje” znaczy pozwolić na to, że Królestwo Boże nas przemieni, że po nas zstąpi na cały świat. To znaczy zdać się na łaskę, ofiarować się, całkowicie się otworzyć, poświęcić się Bogu, aby mógł swoje Królestwo zbudować na ziemi. Czytając Pismo Święte, sławiąc Mszę świętą, słuchając kazań, stoimy przed Królestwem Bożym. Bożymi słowami są duch i życie. Sakramenty są wielkim źródłem Królestwa Bożego. Są to Jezusowe znaki łaski, które nas, jeśli je przyjmujemy z otwartym i radosnym sercem, oczyszczają z grzechów, przemieniają, dają nam siłę i łaskę Bożą, Jego obecność w nas oraz w ten sposób przenoszą nas do Królestwa Bożego. Modlitwa jest nie wysychającym źródłem Królestwa Bożego. Gorliwa modlitwa może wszystko (Jk 5,16). Modlitwa czyni zadziwiające rzeczy. Siła modlitwy, której nauczył nas Jezus jest w tym, że możemy ją odmawiać w Jego imieniu. Albowiem On nam powiedział: „O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje. Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje. Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna” (J 16,23). Modląc się Ojcze Nasz, Królestwo Boże jest już w nas. Modlimy się sercem, gorliwie, aby to co jest w naszym wnętrzu, wypełniło się i zrealizowało. „Bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi”, to bardzo ważna prośba. Wiedzieć czym jest wola Boża i każdej chwili w życiu ją realizować, nie oznacza nic innego jak być pewnym, że znajdujesz się na drodze do świętości, do ostatecznego osiągnięcia wiecznego szczęścia w raju.

Moje życie całkowicie się zmieniło

     Sandra opowiada, że pochodzi z rodziny, w której nigdy się nie modlono. Matka jest protestantką, a ojciec katolikiem. Żadne nie praktykowało wiary. Ochrzcili ją we wspólnocie protestanckiej. Przyznaje, że wiarę katolicką uważała za staroświecką. Modlitwę na kolanach spostrzegała jako lekceważącą. Później nauczy się, że klęczenie jest wyrazem szacunku i miłości wobec Boga. Zapomniała o Bogu i zaczęła chodzić na imprezy, słuchać szatańskiej muzyki i pić alkohol. Była mocno przekonana, że muzyka, która popiera przemoc i zawiera wiele szatańskich słów, nie może mieć na nią wpływu. Pomyliła się i stawała się coraz bardziej agresywna i przygnębiona. Dzięki przyjacielowi, przekonanemu katolikowi, który opowiadał jej o Medziugorju, bez zastanawiania się powiedziała, że i ona chciałaby tam kiedyś pojechać. Z czystej ciekawości przyjeżdża ze wspólnotą Totus Tuus. O Medziugorju nie wiedziała prawie niczego, ani specjalnie się nie modliła. Przyznaje, że jej pierwsze dni były niezwykłe. „Kiedy wspinaliśmy się na Wzgórze Objawień i staliśmy obok brązowego krzyża, głęboko doświadczyłam Boga. W krótkim czasie miałam wrażenie, że jasno widzę całe swoje życie. Tak jakbym nagle mogła wszystko jasno zobaczyć i zrozumieć. Miałam oczy pełne łez, ponieważ spostrzegłam, że wszystko w swoim życiu robiłam źle. Zrozumiałam, że byłam zarozumiała i pusta oraz, że z powodu swojego egoistycznego uporu zraniłam wielu ludzi. Byłam też świadoma ile ran sama sobie zadałam. Od tej chwili wiedziałam, że Matka Boża tutaj w Medziugorju ukazuje się i przekazuje orędzia, które prowadzą nas do Boga. Nagle było dla mnie jasne, że muszę zmienić swoje życie. Kiedy wróciłam do domu, zdecydowałam się pościć. Byłam tak zachwycona tym, że w Medziugorju doświadczyłam Boga… Post wzmacniał moją wiarę, gdyż wiedziałam, że to się Bogu podoba. Coś stale ciągnęło mnie w to miejsce pełne łaski. I znów poczułam się tak jak wcześniej. Doświadczenie Bożej łaski i miłości Matki Bożej pomogło mi poprosić proboszcza, aby przyjął mnie do Kościoła Katolickiego, co stało się w kwietniu 1999 r. Zostałam uroczyście przyjęta do Kościoła Katolickiego, przyjąwszy pierwszą Komunię Świętą i zaświadczenie. Wcześniej pierwszy raz wyspowiadałam się, tak abym była dla Jezusa całkowicie otwarta. Nie jestem w stanie opisać jak głęboki spokój poczułam w osobistym spotkaniu w Jezusem, na spowiedzi świętej. Tego dnia Bóg obdarzył mnie tyloma łaskami, że czułam się prawdziwie kochana i akceptowana. Dzisiaj jestem mężatką i mam małą córeczkę. Każdego dnia na nowo próbuję nawrócić się i z pomocą Matki Bożej żyć wiarą na co dzień.”

„Wola Boża, objawiona w Piśmie, jest tworzeniem nowego człowieka.” (dr Ljudevit Rupčić)

 


 

Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi.

     Dla każdego prawdziwego i przekonanego wiernego, najważniejsze jest realizowanie woli Bożej. Całkowite realizowanie woli Bożej prowadzi ku świętości. Jeśli pragniemy dojść do raju, jesteśmy powołani, aby tu na ziemi żyć podobnie do tych, którzy są w niebie. Oznacza to, że konieczne jest czynienie wszystkiego, aby wszystko co robimy było zgodne z wolą Bożą.

 

Medjugorje

 

     „Bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi” to bardzo ważna prośba. Wiedzieć czym jest wola Boża i każdej chwili w życiu ją realizować, nie oznacza nic innego jak być pewnym, że znajdujesz się na drodze do świętości, do ostatecznego osiągnięcia wiecznego szczęścia w raju. Nasza codzienna modlitwa powinna być taka: „Oto idę, aby spełnić wolę Twoją!” (Hbr. 10,9). Możemy powtarzać z Jezusem: „Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło!” (J 4,34). Życiem Jezusa było realizowanie woli Ojca. Jezus modlił się w Ogrójcu: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (Łk 22,42). Wolą naszego Ojca jest: „aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1Tm 2, 3-4). Wolą Bożą jest „abyśmy się wzajemnie miłowali, tak jak On nas umiłował!” (por. J 13,34). O, jakże byłoby chwalebne, abyśmy częściej mogli zadawać sobie pytanie, czego w tej chwili Ojciec niebieski oczekuje ode mnie!

Wola Boża

    Dla każdego prawdziwego i przekonanego wiernego, najważniejsze jest realizowanie woli Bożej. Całkowite realizowanie woli Bożej prowadzi ku świętości. Jeśli pragniemy dojść do raju, jesteśmy powołani, aby tu na ziemi żyć podobnie do tych, którzy są w niebie. Oznacza to, że konieczne jest czynienie wszystkiego, aby wszystko co robimy było zgodne z wolą Bożą. Jezus mówi: „Oto moja matka i moi bracia! Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką!” (Mk 3,35). „Nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie" (Mt 7,21). Boża wola jest w tym, aby człowiek otworzył się na miłość, pozwolił, by Bóg go kochał. On kocha nas niezmiernie jak swoje najdroższe dzieci. Od wieczności o nas myślał. Bożą wolą jest to, że istniejemy i czytamy te wersy, że zastanawiamy się i zadajemy sobie pytanie czym jest wola Boża.

     Pod pojęciem woli Bożej rozumiemy Bożą wieczną decyzję, plan Jego serca i Jego umysłu dotyczący świata i nas. Wola Boża jest planem, który Bóg ma dla świata! Wola Boża jest planem zbawienia dla ludzkości. Celem każdej Bożej decyzji, każdego Bożego przykazania – celem woli Bożej jest najwyższe dobro, które człowiek może osiągnąć.

     Wola Boża to pokora w życiu, niezłomność w wierze, szczerość w słowach, sprawiedliwość w czynach, miłosierdzie w działaniach, ład moralny w postępowaniu; nie czynić krzywdy, a czynioną krzywdę znosić, być w pokoju z bliźnimi, kochać Boga całym sercem, kochać Go, ponieważ jest Ojcem, który nas kocha. Wolą Bożą jest przyjąć Jezusa jak swojego brata, Zbawiciela i Odkupiciela i wszystko to, co On (Chrystus) czynił i czego uczył, całkowicie trzymać się Jego miłości, odważnie i ufnie przyjąć Jego krzyż jeśli trzeba walczyć o Jego imię i Jego godność, słowami manifestować Jego istnienie, które wyznajemy, a w mękach zaufanie, z którym idziemy naprzód, przy śmierci cierpliwość, którą zostaniemy zwieńczeni, oznacza to pragnąć być współdziedzicem Chrystusa, wypełniać Boże przykazania, wypełniać wolę Bożą. Bożą wolą jest, abyśmy ze wszystkimi żyli w pokoju, żebyśmy Go ponad wszystko kochali, bo jest On Ojcem, który nas kocha bezmiernie. Bożą wolą jest sama miłość Boża i nasze prawdziwe najdoskonalsze życie. Zostaliśmy stworzeni z miłości na podobieństwo Boga. Bóg pragnie, abyśmy wszyscy doszli do raju. Jest to wola Boża dla wszystkich ludzi.

     Człowiek zgrzeszył i ten sposób zwrócił się przeciwko Bogu. Bóg posłał swojego Syna. On wziął na siebie nasze grzechy i pokonał naszą śmierć, zmartwychwstał, i tak umożliwił nam nowe życie. Tak jesteśmy odkupieni i zbawieni. Bóg zesłał na nas Ducha Świętego i uczynił nas współuczestnikami swojego rodzaju.

     „Zgodnie z tym, wola Boża to nasze najdoskonalsze życie i najbardziej boskie urzeczywistnienie. Oznacza to, że być w zgodzie z wolą Bożą znaczy być na najdoskonalszej drodze, oznacza to, iść drogą światła. Wola Boża to bezpieczeństwo, w którym możemy znaleźć zdrowie, wolność i zbawienie, a więc wszystko za czym tęskni nasze serce. Wola Boża jest najdoskonalszą i najbezpieczniejszą przestrzenią człowieka, najcudowniejszą drogą, którą można kroczyć. Wola Boża jest w gruncie rzeczy wszystkim, czego pragniemy.

     Być w zgodzie z wolą Bożą oznacza wejść w najcudowniejszą delikatność Bożą, wejść pod Jego opiekę, być Jego ulubieńcem. Kto najdoskonalej rozpoznaje w woli Bożej naturalne prawa, prawa człowieka, ten może osiągnąć harmonię moralnych i innych praw. Wola Boża jest wiecznością Bożą… Wolą Bożą jest każdy z nas. Przyjąć wolę Bożą oznacza zaakceptować siebie, swoje ciało, płeć, uczucia, duszę i ducha. Przyjąć wolę Bożą oznacza polubić siebie i własne życie… ” „Kiedy jestem w zgodzie z wolą Bożą, wówczas mogę przyjąć również negatywne rzeczy: grzech i winę, cierpienie i chorobę, umieranie i nieporozumienia i wszystko co mnie dręczy na tym świecie, i to świadomie, że Bóg jest od tego wszystkiego silniejszy. W woli Bożej człowiek zwycięża grzech, śmierć i choroby i dlatego może je spokojnie zaakceptować świadomy, że Bóg je zniszczy i poprowadzi go do wolności, pokoju i życia" (Tomislav Ivančić, A wy tak się módlcie, str. 105-107).
     Bóg umiłował człowieka niezmiernie, ale człowiek nie otworzył się na tę miłość i nie odpowiedział na nią. I tak miłość nie jest umiłowana. Wola Boża jest właśnie w tym, że człowiek otworzy się na miłość, że pozwoli Bogu, aby go kochał.

     Nic nie dzieje się bez Bożej woli, bez Jego zezwolenia. Ale Bóg ma powód do wszystkiego na co pozwala, czego pragnie i żąda, a jest to miłość, której celem jest nasze szczęście (por. T. Ivančić, str. 108).

     Wolą Bożą w człowieku jest jego sumienie. Przyjmując to co mówi sumienie, wchodzimy w wolę Bożą. Czynić dobro, a unikać zła, to jest wola Boża, która przemawia do nas poprzez sumienie. Postępując wbrew sumieniu, wychodzimy z woli Bożej. Wolę Bożą rozpoznamy najszybciej, pytając co Bóg mówi nam w sumieniu.

     Objawienie chrześcijańskie jest wolą Bożą. Każde słowo Pisma Świętego jest odzwierciedleniem Bożej woli. Boże przykazania są bramą przez którą wchodzi się do woli Bożej, a to oznacza do Bożej miłości. Bożą jest wolą, abyśmy byli współuczestnikami o naturze boskiej, że po przebaczeniu będziemy uwolnieni od grzechu. Bożą wolą jest pozwolić Bogu, aby nas kochał. „Pozwolić Bogu, aby cię kochał, jest najwyższym wejściem do Bożej woli. Pozwolić Bogu, aby cię uszczęśliwił, pozwolić Bogu, aby cię kochał, pozwolić Bogu, aby wziął cię w ramiona, strzegł i ochraniał – to jest Boża wola…

     Urzeczywistnienie w sobie woli Bożej umożliwiamy kiedy wierzymy, że Bóg nas kocha. Kto wierzy, że Bóg go kocha, może otworzyć się na działanie Boże i zostać zbawionym i doprowadzonym do spełnienia swoich pragnień. Pozwolić Bogu, aby był wobec nas delikatny, miał wobec nas współczucie i rozpłakał się nad nami, że oblecze nas w radość i światło, że wybacza nam grzechy, że za nas umrze i dla nas zmartwychwstanie – wszystko to jest wolą Bożą” (Tomislav Ivančić, tamże, str. 109). Głównym naszym zadaniem i najwyższą zasadą jest szukać woli Bożej. Najłatwiej i najbezpieczniej odnajdujemy ją w modlitwie. Abyśmy wiedzieli czy jakaś decyzja jest właściwa, konieczne jest gorliwie i ciągle się modlić. Dlatego Jezus w Ojcze nasz uczy nas, abyśmy się modlili „bądź wola Twoja”. Nie ma piękniejszej i doskonalszej modlitwy od tej: bądź wola Twoja! Tak powinna się zaczynać i kończyć każda nasza modlitwa. Jeśli modlimy się tak, jak uczy nas Jezus, każda modlitwa jest wysłuchana.

     Wyrażenie „jako w niebie, tak i na ziemi” daje nam wiedzę, że Jezus pragnie, aby wola Boża spełniała się nie tylko w nas, ale na całej ziemi, w niebie i wszystkim co stworzone. Przez to wyrażamy pragnienie, aby na ziemi było tak jak w niebie. Istotnie, pragniemy, aby wszystko było jak chce Bóg, aby ziemia stała się niebem. Jezus przyszedł do nas odkupić nas i zbawić i przemienić tę zapłakaną dolinę w raj, tak aby wszyscy czuli się jak jedna wielka rodzina. W Ojcze nasz modlimy się, aby Bóg wypędził z ziemi grzech i ”władcę tego świata”.

Wysłuchana modlitwa rodziny

     Pod koniec marca 2006 roku młoda rodzina Oguz ze szwedzkiego miasta Vaxjo przebywała w Medziugorju. Rodzice przyjechali podziękować Matce Bożej przekonani, że za Jej wstawiennictwem otrzymali syna Samuela.

     Afram i Ramona Oguz od pięciu lat byli małżeństwem i nie mieli dzieci. Rodzice Ramony przed trzydziestoma laty przyjechali z Turcji do Szwecji. Byli chrześcijanami wyznania syryjsko-prawosławnego i jako mniejszość w tym islamskim kraju mieli wiele trudności i problemów. Dlatego wybrali Szwecję, kraj chrześcijański.

     Ponieważ w Szwecji jest bardzo mało wyznawców prawosławia, Afram i Ramoma chodzili na Mszę świętą do kościoła katolickiego. Wierzyli, że różnice między katolikami i prawosławnymi nie są aż tak duże i nie jest to przeszkodą dla ich zjednoczenia. Modlili się również w tej intencji. Pewnej niedzieli, po Mszy świętej usłyszeli, że ktoś organizuje pielgrzymkę do Medziugorja. W gruncie rzeczy nie chcieli się zgłosić, ale na parę dni przed wyjazdem poczuli w sobie, że jednak powinni zapytać czy nie ma jeszcze wolnych miejsc. Organizatorka pielgrzymki powiedziała im, że właśnie parę godzin wcześniej jedno małżeństwo odwołało swój wyjazd i teraz są jeszcze dwa wolne miejsca. Było to w kwietniu 2004 roku.

     W Medziugorju, w czasie wieczornej Mszy, pełni oddania modlili się, aby Bóg dał im dziecko. Aby spełniła się Jego wola, aby wszystko było tak, jak On pragnie. Obiecali, że jeszcze przed pierwszymi urodzinami swojego dziecka, na znak wdzięczności znów przybędą z pielgrzymką. Podczas gdy Ramona modliła się, podeszła do niej pewna kobieta i powiedziała, że ma dla niej wiadomość. Powiedziała: „Wasza modlitwa została wysłuchana i urodzi Pani wiele dzieci.“ Po Mszy szukali tej tajemniczej kobiety, jednak nie mogli jej znaleźć. Syn urodził im się kilka godzin po śmierci papieża Jana Pawła II. Nazwali go Samuel, po Samuelu z Biblii, który również został wymodlony. Na dziękczynną pielgrzymkę przyjechali na tydzień przed pierwszymi urodzinami Samuela.


cdn.