|

Pędząc na dół po schodach szukałem zaciekle swoich butów na siłownię, które gdzieś posiałem poprzedniego wieczoru. Za pięć minut byłem umówiony z kolegami na nasze czwartkowe wieczorne ćwiczenia. Tak, znów byłem spóźniony. I właśnie w tym momencie zadzwonił telefon.
To była moja mama: „Czy oglądałeś już może widzenie Ivana i Mariji?”- zapytała. Odpowiedziałem: „Nie mamo, ale już jestem spóźniony. Obejrzę jak wrócę”. Usiadłem, aby zawiązać swoje buty i nagle się zatrzymałem. Poczułem jakby coś mnie ciągnęło do tego objawienia widzącym z Medziugorja, czułem się przy tym winny, że byłem niechętny wobec słów mojej mamy i poddałem się. To był wieczór 23-go września 2010 roku i moje życie, takie jakie do tej pory znałem, skończyło się.
|
|
czytaj…
|